poniedziałek, 24 czerwca 2013

ROZDZIAŁ III

Dni mijają, coraz bardziej się nudzę ponieważ mam zakaz wychodzenia bez opieki, zresztą gdzie ja mogę wychodzić? Okazało się że SooHyun mieszka z całą szóstką tych słodkich idiotów. Jest wczesny ranek, słyszę krzyki i bieganie po piętrze "Powiem jej!" "Tylko spróbujesz!" "Powiem, powiem, powiem!!" "Zamknij się bo ją obudzisz!". Do pokoju wbiegł DongHo który rzucił się na łóżko dobudzając mnie,wsadziłam głowę pod poduszkę i mocno okryłam się kołdrą:
DongHo: SooKi! Muszę Ci coś powiedzieć...
SooKi: DongHo...
DongHo: Cio?
SooKi: Wiesz że na mnie siedzisz?
DongHo: No tak...
SooKi: Jesteś ciężki...
DongHo: Sorry.
Do pokoju wszedł KiSeop:
KiSeop: DongHo! Zejdź z niej!- DongHo zaczął się z niego śmiać i zszedł.
DongHoKiSeop powiedział mi że...- Zaczął się śmiać.
SooKi: Że?- Podniosłam głowę żeby złapać troszkę powietrza i znów włożyłam ją pod poduszkę.
KiSeop: DongHo milcz..
DongHo: Żee...- Zaczął się śmiać, wstałam chwyciłam poduszkę i w niego rzuciłam.
SooKi: Gadaj żeż do cholery...- DongHo spadł z łóżka i nadal się śmiał
SooKi: Ale ty jesteś pojebany...- KiSeop oparł się ramieniem i futrynę i lekko zaśmiał.
KiSeop: DongHo chciał Ci powiedzieć że fanki SooHyuna wzięły Cię za jego dziewczynę.- Spojrzał się i uśmiechnął.
SooKi: To tyle? Serio? Ej nie patrz się na mnie jak jestem w takim stanie...- DongHo wstał i się otrzepał.
DongHo: Ale z Ciebie ciota KiSeop.- Wstałam, rozciągnęłam się i przetarłam oczy.
SooKi: Dobra, wypad.
DongHo: Dlaczego?
SooKi: Muszę się ubrać?
DongHo: Wypad KiSeop ja jej muszę pomóc.- Uśmiechnął się, złapałam go za ucho i wyrzuciłam z pokoju.
Kiedy do ubrania została mi tylko dolna część garderoby, do pokoju wszedł Kevin:
Kevin: O jej! Przepraszam.- odwrócił się.
SooKi: Nie no spoko przecież nie mogłeś zapukać, mów co potrzebujesz.
Kevin: Twój brat prosił żebym się Ciebie zapytał czy chcesz jechać dzisiaj z nami na zakupy... 
SooKi: Nie, wolę zostać w domu.- Założyłam spodnie i zeszłam na dół coś zjeść. Przy stole zostali już tylko DongHo i KiSeop, oboje gwałtownie zamilkli gdy tylko usiadłam.
DongHo: To co, nie jedziesz z nami?
SooKi: Nie.
DongHo: To dobrze się składa.
SooKi: Dlaczego?
DongHo: Bo KiSeop też zostaje.- Cwaniacko się uśmiechnął.
SooKi: To... Fajnie.- Kilka godzin po śniadaniu SooHyun przyszedł i zapytał się mnie czy na pewno nie chcę z nimi jechać bo już wychodzą, moja odpowiedź się nie zmieniła. Nie długo po jego wyjściu zadzwoniła komórka, nie znałam tego numeru:
SooKi: Halo?
?: Czy rozmawiam z SooKi?- Usłyszałam kobiecy głos.
SooKi: Tak? A pani to kto?
?: Jestem EunRa Twoją ciotką, obecnie zajmuję się Twoim rodzeństwem. Dzwonię by zapytać czy HangHee nie posiadał żadnych leków?
SooKi: Nie? Do czego mogłyby mu być potrzebne, przepraszam ale czy coś jest nie tak?
EunRa : Właściwie to tak. HangHee spędził dzisiejszą noc w szpitalu, dostał strasznych duszności. Czy my możemy się spotkać?
SooKi: Nie jestem pewna czy mogę... 
EunRa : W tej sprawie powinnam  zadzwonić do SooHyun'a?
SooKi: Nie, niech pani poda adres pod którym ma dojść do naszego spotkania.
EunRa : Hill House Hotel na przedmieściach Seoul'a.
SooKi: Dlaczego hotel, jeżeli mogę wiedzieć.
EunRa : Ponieważ ten hotel należy do mnie... Zaraz, czy ty się boisz?
SooKi: Nieee...
EunRa : W takim razie dobrze czekam na Ciebie koło godziny 13:00. Masz wolne, prawda?
SooKi: Tak.
EunRa : To do zobaczenia.
SooKi: Do zobaczenia.- To było dla mnie trochę niezrozumiałe, HangHee był zdrowym dzieckiem. Podeszłam do pokoju KiSeop'a i chciałam zapukać ale nie cofnęłam się. *Zapukam, ale nie... Pewnie będzie pytał po co mi to gdzie to jest, ale nie... Zapukam... Nie nie zapukam. Zapukam przecież tu chodzi o HangHee'go, nie! Nie pukaj, jeszcze raz co mu powiesz? Hmmm. Słuchaj KiSeop mam sprawę powiesz mi gdzie są przedmieścia Seoul? Nie...* 
KiSeop: Mogę Ci w czymś pomóc?- Okazało się że nie było go w pokoju i najgorsze jest to że chyba widział jak rzucałam się pod tymi drzwiami. Sądzę że na pewno to widział bo miał dziwnie głupi uśmiech na twarzy. 
SooKi: Właściwie to nie... Albo tak... Nie okay sama sobie poradzę.- Uśmiechnęłam się, KiSeop zaczął iść w stronę drzwi do pokoju, złapał za klamkę.
SooKiKiSeop, możesz mi pomóc?
KiSeop: Czy to jest coś niezręcznego? Nie widziałem Cię jeszcze w takim stanie...
SooKi: Nieee wcale... Powiesz mi jak dojść do Hill House Hotel?
KiSeop: A po co Ci to?
SooKi: Ech wiedziałam że o to zapytasz ale nie przygotowałam się na to pytanie... Pilnie potrzebuję abyś mi powiedział gdzie to jest...- Spojrzałam na zegarek była 12:45
SooKi: Na prawdę, pilnie...
KiSeop: Jeżeli nie powiesz nic SooHyun i wyrobisz się przed 16:00 to Cię zawiozę.
SooKi: Nie powiem...- KiSeop poszedł po kluczyki i poszliśmy do samochodu.
KiSeop: Mogę wiedzieć po co Ci ten hotel?
SooKi: Moja ciotka dzwoniła i chce się spotkać w sprawie mojego brata.
KiSeop: Co zrobił?
SooKi: On nic... Ale całą noc przeleżał w szpitalu.- Kiedy dojechaliśmy pod wejściem do hotelu stała ciotka z dzieciakami: 
SooKi: Dzień dobry, cześć maluchy.
YunHee/SangHee : Cześć.- SangHee mocno się przytuli.
YunHee: Cienias...
SooKi: Dobra o co Ci chodzi?
YunHee: Nigdy mnie nie zostawisz? Nigdy?! Nic się nie zmieni? Nic?! Czy Twoim zdaniem jestem nadal przy Tobie?! Czy Twoim zdaniem nic się nie zmieniło!? Jesteśmy już w tej zasranej dziurze od co najmniej dwóch tygodni! Ile razy się z nami skontaktowałaś!?
SooKi: No ja ten...
YunHee: Też tak sądzę! Czy naprawdę HangHee musiał trafić do szpitala żebyś w końcu się nami zainteresowała?! Może ja mam się rzucić z drugiego piętra żebyś w końcu zaczęła się mną interesować?!-  KiSeop zwrócił uwagę na to że nie mogę nic powiedzieć ponieważ słowa YunHee zbyt mocno mnie zraniły...
KiSeop: Nie mów tak... Ona bardzo Ciebie kocha. Nie mogła się z Tobą skontaktować bo nie miała jak... To nie jej wina że jesteście postawieni w takiej sytuacji. Zabrałaby was teraz ze sobą gdyby tylko mogła, ale niestety nie może...
YunHee: Kim ty w ogóle jesteś?
KiSeop: Można powiedzieć że przyjacielem Twojego starszego rodzeństwa...
YunHee: Nie mam starszego rodzeństwa...- Kucnęłam ze łzami w oczach i złapałam ją za ramiona, spojrzałam jej w oczy:
SooKi: A co jeżeli obiecam Ci że...
YunHee: Za dużo obiecywałaś...- odwróciła się plecami
SooKi: Nie wysłuchasz mnie?- Odwróciła główkę i spuściła ją na dół.
YunHee: Słucham.
SooKi: Gdy tylko skończę 18 lat pójdę do pracy i zacznę zarabiać. Wynajmę mieszkanie i was zabiorę ze sobą...
YunHee: Chcesz powiedzieć że będziemy razem?
SooKi: Tak.- YunHee odwróciła się i mocno przytuliła.
YunHee: Kocham Cię.
EunRa: Przepraszam że przerywam wasze rozczulanie ale SooKi musimy poważnie pogadać.
SooKi: Rozumiem, słucham.
EunRa: Wiem że nie jesteś w stanie teraz na co dzień być w szpitalu dlatego śmiem Cię prosić o to abyś pojechała do szpitala i przepisała opiekę na HangHee mi. 
SooKi: Dlaczego ja mam to zrobić?
EunRa: Ponieważ ty jesteś jego prawnym opiekunem.
SooKi: Że co?
EunRa: A nie? Szpital łączył się z Londynem... 
SooKi: Czyli że... Jaki drań...-Czułam że znów będę płakała i to przez jedną osobę. Przez osobę która z pozoru przez dłuższy czas nic nie znaczy w moim życiu. Przeczucia się spełniły. Ciotka zbliżyła się do mnie i mocno mnie przytuliła. 
EunRa: Wiem jaki on jest... Twoja matka też wiele razy przez niego cierpiała. Teraz przechodzisz przez to ty... Jest mi strasznie przykro.
SooKi: To nie Twoja wina, pojadę do szpitala i zrobię to co trzeba.- Zadzwoniła komórka KiSeop'a, spojrzałam na niego ale jego mina nie wnioskowała nic dobrego. 
KiSeop: SooHyun... Pewnie już wrócili.
SooKi: Odbierz. Powiedz że jesteśmy u ciotki. Nie wiem zrób coś...
KiSeop: Chyba on zrobi coś mi.- Wyciszył komórkę.- Chyba musimy jechać do szpitala i załatwić to co musisz.
SooKi: Jasne... Ale chciałam coś jeszcze zrobić przy dzieciakach...
KiSeop: Będę czekał w aucie... Pośpiesz się... I lepiej wymyśl jakąś wymówkę.
EunRa: Chcesz jeden pokój na tą chwilę?
SooKi: Czemu nie...- Poszliśmy do recepcji gdzie dostaliśmy kluczyk. Weszliśmy do pokoju: 
YunHee: To co chcesz zrobić?
SooKi: Przed wyjazdem dostałam od ojca kopertę... Ciągle mam ją w plecaczku... I chcę ją otworzyć z wami, wiecie... Żeby nie mieć przed wami tajemnic...
SangHee : Jasne, no to na co czekasz... Otwieraj.- Usiedliśmy przy stole. Kiedy zerwałam górę koperty, oczy i SangHee'ego skierowały się na mnie z wielką ciekawością.
SangHee : I co tam jest?
SooKi: 500 tyś. jenów... 
YunHee: Czy on znów chce nas przekupić pieniędzmi? 
SooKiYunHee... On już nie ma czego przekupować... Może i to o co teraz was poproszę jest głupie ale... Proszę was nie mówmy już o ojcu... Postarajcie się żeby dla was nie istniał...
SangHee : Nie będzie z tym problemu... 
YunHee: Co zrobisz z tymi pieniędzmi... 
SooKi: Na pewno zaczniemy od tego że podejmiecie się nauki Japońskiego.- Dzieciaki pokiwały głową na tak.- Po drugie jeżeli będzie trzeba to leczenie HangHee'go... A po trzecie będę co miesiąc dawała pieniądze cioci na utrzymanie was...
SangHee: Chcesz wszystko przeznaczyć na nas?
SooKi: Nieee... Albo i tak... Nieważne, muszę już iść. Jak będziecie coś chcieli dzwońcie... Znacie mój nr.- Uśmiechnęłam się i wyszłam. Kiedy wyszłam z hotelu znów w samochodzie zobaczyłam mężczyzn których widziałam na lotnisku, zasłoniłam się włosami i założyłam okulary przeciwsłoneczne. Ale to chyba nic nie dało, ponieważ jeden z nich wyszedł z samochodu i zaczął iść w moją stronę. Nerwowo szukałam samochodu KiSeop'a. Okazało się że muszę iść w stronę mężczyzny, ruszyłam szybkim tempem ale on złapał mnie za rękę: 
?- Przepraszam czy my się nie znamy.- Nie wiedziałam co odpowiedzieć i lekko się zapowietrzyłam. Z hotelu wybiegła ciotka która podbiegła i chwyciła mnie za dłoń: 
EunRa: Przepraszam pana ale musiał ją pan z kimś pomylić!
?- Nie, nie wydaje mi się... Shin SooKi? Czyż nie mam racji?
EunRa: Nie, nie ma pan... Żegnam...- Odeszłyśmy.
SooKi: Dziękuję Ci ciociu...
EunRa: Gdzie Twój chłopak?
SooKi: Jaki chłopak?
EunRa: Ten z którym tu jesteś.
SooKi: To nie jest mój chłopak...
EunRa: Przepraszam, ale wyglądaliście jak para... To gdzie on jest?
SooKi: Tam.- Wskazałam miejsce samochodu.
EunRa: Ok biegnij. Będę tutaj stała. I pilnowała.- Szybko poszłam do KiSeop'a.
KiSeop: Co to był za mężczyzna?
SooKi: Właśnie powinieneś być wtedy przy mnie. I mi pomóc.
KiSeop: Czyli kto to był?
SooKi: Nie wiem. Nie wiem nawet skąd on mnie znał. Jedźmy do tego szpitala...
KiSeop: Jasne.
Będąc w szpitalu musieliśmy czekać dobre pół godziny, SooHyun dzwonił nieustannie. 
SooKi: Idź i odbierz. Powiedz wszystko jak jest, nie okłamujmy go.
Lekarz: Panna Shin?
SooKi: Tak słucham.
Lekarz: Chce pani żebym na temat leczenia kontaktował się z pańską ciotką.
SooKi: Tak, właśnie tak.
Lekarz: Dobrze... Proszę uzupełnić te papiery i wydaje mi się że to na tyle. Potem zaniesie je pani do recepcji. To na tyle z mojej strony. Do widzenia.
SooKi: Przepraszam! Czy mógłby pan mi jeszcze powiedzieć coś o jego stanie.
Lekarz: Obecnie oddycha za niego maszyna gdyż on sam nie jest w stanie. Ma słabe serce więc... Nic nie mogę obiecać...
SooKi: Rozumiem, do widzenia.- Uzupełniłam papiery i wróciliśmy do domu. Wchodząc do domu pierwsze co zauważyłam to wściekłego SooHyun który widząc mnie rzucił się i mocno przytulił, pech chciał że źle stanęłam i skręciłam kostkę:
SooHyun: Gdzie wy byliście?!
KiSeop: Mówiłem Ci.
SooHyun: Przecież jej mogło się coś stać.
KiSeop: Pilnowałem jej.
SooHyun: Skąd mam wiedzieć czy wystarczająco dobrze!
KiSeop: Twój brat może umrzeć, a ty masz zamiar teraz się na mnie drzeć że ją do niego zawiozłem?
SooHyun: Ona też może umrzeć! A tego chyba byś nie chciał!
SooKi: Jak ja mogę umrzeć?
KiSeop: Gratuluję Ci idioto...
SooHyun: No bo wiesz... Skąd wiesz czy coś nie stanie Ci się za chwilę czy coś...
SooKi: Tsaa...- KiSeop widząc że kuśtykam wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.
SooKi: Przepraszam Cię.
KiSeop: Za co?
SooKi: Przeze mnie kłócisz się z SooHyun'em.
KiSeop: To nie przez Ciebie. Zejdę po Eli'ego on się zajmie kostką.- Uśmiechnął się i wyszedł. Podsumowując, dowiedziałam się że mój ojciec to nieskończony dupek który przypisał mi opiekę nad dziećmi bez mojej zgody, zaraz... Skoro ja jestem prawnym opiekunem dzieciaków to... Ja nie mam ojca. Nie ważne i tak go nie mam od 3 lat...

niedziela, 23 czerwca 2013

ROZDZIAŁ II

Podróż była dość długa, polało się dużo łez. Do tej pory nie wiem co się dzieje i co nam grozi. Nie potrafię zrozumieć postępowania ojca.Mimo iż jest ciepło, mi ciągle jest zimno, zasypiam. Budzę się na ramieniu jednego z mężczyzn:
?: Dobrze że już wstałaś, prawie jesteśmy na miejscu.- spojrzałam się na niego dziwnym wzrokiem:
?: Powiedziałem coś nie tak?
SooKi: Ty w ogóle coś do mnie powiedziałeś... Nikt z was tego nie robił.
?: Dlatego że oni dłużej pracują w tym zawodzie...
SooKi: W jakim zawodzie?
?: Ochroniarzy?
SooKi: Zaraz... Nie nadążam... Coś grozi mi i dzieciakom, mamy być bezpieczni, wy jesteście ochroniarzami...- mężczyzna siedzący po drugiej mojej stronie zsunął z oczu okulary i spojrzał na tego który ze mną rozmawiał, on się odwrócił i nie odezwał już ani jednym słowem. Wylądowaliśmy, mężczyzna z którym rozmawiałam wziął moje torby. Przed lotniskiem stały dwa samochody jednym jechałam ja a drugim dzieciaki. Dojechaliśmy do pięknego, białego,  niedużego domu, w drzwiach stał starszy pan. Mężczyzna chwycił torby i zaniósł je do mieszkania. Starszy pan spojrzał się na naszą czwórkę z lekkim zdziwieniem:
Dziadek: SooKi?
SooKi: Tak... A pan to nasz... Dziadek?
Dziadek: Owszem... Pamiętasz mnie?
SooKi: Bardzo chciałabym powiedzieć że tak ale z przykrością muszę powiedzieć że nie...
Dziadek: No nic... A to zapewne są słynne trojaki- uśmiechnął się szczerze.
SooKi: Tak, to one ale... Nie znają Koreańskiego. Nie dogada się pan z nimi.
Dziadek: Proszę Cię, nie mów do mnie "pan". Wejdźcie do środka.- Powiedziałam do dzieci żeby szły za mną. JunHee złapała mocno moją rękę i nie chciała jej puszczać. Dziadek zaprosił nas do salonu, dzieciaki były dość zestresowane i siedziały blisko mnie.
SooKi: Dobra dzieciaki, to jest SangWoo, nasz dziadek. Nie macie czego się bać.- rozeszły się trochę po kanapie.
SooKi: Więc... Powiedziano mi że będziemy z dziadkiem mieszkać.
Dziadek: Właśnie z tym jest mała zmiana o której nie może dowiedzieć się Twój ojciec...Jestem bardzo chory i nie jestem w stanie się wami opiekować dlatego będziesz mieszkała ze swoim bratem natomiast dzieciaki z ciotką.
SooKi: A co z JunHee? I z którym? Hanghee czy SangHee?
Dziadek: Źle mnie zrozumiałaś... Zapewne w ogólne mnie nie zrozumiałaś, no tak przecież rodzice Ci nic nie mówili. Masz starszego brata, nazywa się SooHyun. To porządny chłopak.
SooKi: Mam brata?
Dziadek: Tak.
SooKi: Dlaczego on nie mieszkał z nami? Zaczynając od tego co z nim się działo przez tyle lat? I dlaczego nie mieliśmy z nim żadnego kontaktu?
Dziadek: Gdy SooHyun miał 5 lat Twoi rodzice postanowili się wyprowadzić do Londynu, ale nie zabrali go ze sobą ponieważ stwierdzili że będzie miał problem z dwoma językami. Więc został ze mną i Twoją babcią.
SooKi: A gdzie jest babcia?
Dziadek: Spóźniłaś się o dwa miesiące...
SooKi: Tak mi przykro... Jeżeli mogę wiedzieć... Czyim ojcem jesteś?
Dziadek: Twojej matki.- zrobiło mi się strasznie głupio. Najpierw pytam gdzie babcia która już nie żyje a za chwilę okazuje się że dziadek którego nie znałam jest ojcem mojej matki, której również nie ma wśród żywych. Po długiej rozmowie poprosiłam aby dziadek zostawił mnie i dzieciaki samych, chciałam im wszystko wytłumaczyć.
SooKi: A więc dowiedziałam się że nie będziemy tutaj mieszkać i nie jest nas tylko czwórka.
YunHee: Gdzie będziemy mieszkać?
SooKi: Wy będziecie mieszkać z ciotką której nie znam. A ja z tym...Tym piątym a pierwszym.
SangHee: Jak mamy to rozumieć? Jaki piąty?
SooKi: Dowiedziałam się że mamy... Brata...
YunHee: Ale to niczego nie zmieni, prawda?
SooKi: Niczego.- Godziny mijały, byłam zmęczona ponieważ nie byłam przyzwyczajona do Koreańskiego czasu. Musiałam czekać do 10:00 aż rzekomo mój brat się zjawi. Cała noc już minęła, od spotkania z bratem dzieliły mnie dosłownie minuty, byłam podekscytowana a za razem zdenerwowana. Po YunHee widziałam, że bardzo się boi:
SooKi: Co się dzieje?- Objęłam ją ręką.
YunHee: Chciałabym pogadać z dziadkiem.
SooKi: Chyba mam na to sposób... 
YunHee: Jaki?- Na jej twarzy pojawił się lekki uśmieszek, którego pomimo iż był mały nie dało się ukryć. Kiedy chciałam mówić jaki mam pomysł, ktoś zapukał do drzwi. Do domu wszedł młody mężczyzna:
SooHyun: Witaj dziadku, jak się czujesz?
Dziadek: Witaj, dobrze. Chodź do salonu, chcę Ci kogoś przedstawić.- Oboje weszli do pokoju. Gdy stanął w drzwiach, od razu wiedziałam kim jest. Spojrzał na mnie i go zamurowało:
SooHyun: To ona?- szepnął cicho do dziadka.
Dziadek: Tak... SooHyun to SooKi. SooKi, to Twój brat.
SooHyun: Hej, miło mi.- Uśmiechnął się i podał mi dłoń.
SooKi: Mi również...- Podałam mu dłoń po czym szybko ją zabrałam.
Dziadek: Napijesz się czegoś?
SooHyun: Nie, jestem tutaj tylko po SooKi i zabieram ją na próbę.
Dziadek: Rozumiem, uważaj na nią, za dużo już straciliśmy.
SooHyun: Jak najbardziej.- Pożegnałam się z dzieciakami i dziadkiem, SooHyun wziął moje torby i wyszliśmy. Włożył torby do bagażnika po czym otworzył mi drzwi, pojechaliśmy. Praktycznie siedziałam cały czas cicho co chyba nie za bardzo odpowiadało SooHyun:
SooHyun: Rozumiem że to może być dla Ciebie ciężkie ale chyba nie będziesz ciągle siedziała cicho?
SooKi: Nie dlaczego? Po prostu próbuję to wszystko złożyć w jedno...
SooHyun: Mogę Ci w tym jakoś pomóc? 
SooKi: Nie wydaje mi się...
SooHyun: Czyli nie chcesz teraz rozmawiać? 
SooKi: Nie, dlaczego... Chciałabym się czegoś o Tobie dowiedzieć... 
SooHyun: To tak samo jak ja...- Powiedzieliśmy o sobie najważniejsze informacje, stwierdziliśmy że reszta i tak z czasem wyjdzie w praniu:
SooKi: Wydaje mi się że nie powiedziałeś jednego...
SooHyun: Czego?
SooKi: Na jaką próbę mnie zabierasz?
SooHyun: Należę do boysbandu. 
SooKi: Awww to takie, męskie.- Uśmiechnęłam się a on odwzajemnił mój uśmiech.- Jakiś popularny chociaż?
SooHyun: W Korei tak, nie wiem jak u Ciebie. 
SooKi: Mam sławnego brata?
SooHyun: Chyba można tak powiedzieć... A ta trójka która została u dziadka to?
SooKi: YunHee, HangHee i SangHee, również Twoje rodzeństwo.- SooHyun posmutniał dlatego postanowiłam się już nie odzywać. Dojechaliśmy na miejsce, SooHyun wysiadł jako pierwszy. Krzyki dziewczyn o mało co nie rozwaliły mi bębenków, podszedł i otworzył mi drzwi. Kiedy wyszłam złapał mnie za dłoń żebym nie zgubiła się w tym tłumie, dziewczyny zaczęły płakać a ich krzyki były coraz głośniejsze. Jego ochroniarz zaprowadził nas na plac na którym miała się odbyć próba i wieczorny występ. Plac był strasznie duży, byli już tam wszyscy którzy współpracują z boysbandem do którego należy SooHyun, chłopcy czekali na niego z niecierpliwością. Chwyciłam mocniej jego dłoń ponieważ bardzo się bałam, podeszliśmy do chłopaków: 
Hoon: Heeej... To Twoja siostra?
SooHyun: Tak. Trzymaj łapy z daleka od niej, oczy też.
Hoon: Nie obiecuję.- Uśmiechnął się cwaniacko.
SooHyun: Chłopaki to Sooki, od prawej to Eli, KiSeop, Hoon, Kevin, DongHo i AJ. Tamten pan to... -SooHyun mówił coś dalej ale ja skupiłam swoje oczy na czymś innym, właściwie na KIMŚ innym. Dokładnie na KiSeop'ie który się słodko do mnie uśmiechał po czym spojrzał na SooHyun:
SooHyun: Czyli chyba już wszystkich Ci pokazałem.
...
...
...
SooHyun: SooKi? Kontaktujesz?
SooKi: Ugh... Tak, przepraszam.
AJ: SooHyun jesteś pewny że to Twoja siostra?
SooHyun: Nie rozumiem czy wy coś do niej macie?
Kevin: Nie, po prostu... Nie jesteście do siebie specjalnie podobni i ona jest... No wiesz...
SooHyun: Dzięki.
Eli: Nie zrozum nas źle...
AJ: Eli... To nic nie pomoże, to nie zmienia faktu że ona jest... 
SooHyun: Więc wy teraz też mnie źle nie zrozumcie ale jesteście dla niej za starzy.- KiSeop spojrzał się na mnie i na SooHyun wzrokiem który mówił sam za siebie "Jak to?"
DongHo: Kto jak kto.
SooKi: Jaka jestem? Chcę wiedzieć jaka jestem... Brzydka, gruba...?
Hoon: Ładna...- Jego oczy powędrowały od góry do dołu.
Eli: Możemy zrobić tą próbę a potem urządzić sobie pogawędki?- Chłopcy zrobili próbę, kilka godzin później odbył się występ. Po nim zostaliśmy by posłuchać jeszcze innych wykonawców. SooHyun,  Kevin, AJ, DongHo, Eli i Hoon gdzieś poszli a ja i KiSeop zostaliśmy sami. Byłam ubrana dość cienko a było dość chłodno.
KiSeop: Nie jest Ci zimno?
SooKi: Nie, to znaczy nie za bardzo. 
KiSeop: Czyli jest?
SooKi: Nie...- KiSeop ściągnął swoją bluzę i mi ją oddał.- Mówiłam że nie jest mi zimno...
KiSeop: Widzę że kłamiesz...- Uśmiechnął się.
SooKi: Podoba... Mi się Twój głos... 
KiSeop: Miło mi. - Uśmiechnął się a ja odwzajemniłam szczery uśmiech. Chłopcy wrócili a KiSeop zamilkł. SooHyun spojrzał na bluzę i na KiSeop'a który odwrócił się do niego plecami. Wszystko dzisiaj wydawało się strasznie dziwne ale nie spocznę do póki nie dowiem się o co w tym wszystkim chodzi...

sobota, 22 czerwca 2013

ROZDZIAŁ I

Jak co dzień dobija godzina 23.00 pod domem widać światła wydobywające się z samochodu ojca. Gdy wszedł do domu pierwsze jego słowa brzmiały:
Ojciec: SooKi! Uspokój te bachory! Wracam zmęczony z pracy i chcę spokoju!- Rzucił mocno torbą o ścianę. Ze strachu zerwałam się i szybko poszłam do pokoju maluchów. Otworzyłam drzwi a pokój wyglądał jak po wybuchu II Wojny Światowej:

SooKi: Hej! Co tutaj się dzieje?!
JunHee: No ten... My się... Bawimy? 
SooKi: No ja wiem, widzę... Ale czy nie możecie tego robić troszkę... Ciszej? Tata wrócił z pracy i jest zmęczony - Kucnęłam i zaczęłam zbierać zabawki które leżały na podłodze po czym kładłam je na ich miejsce.
HangHee : Ciekawe kiedy nie jest zmęczony - Powiedział z pełnią chęci do życia, zresztą jak zwykle.
SooKi: Skoro mówi że jest zmęczony to musi mieć męczącą pracę - Wzięłam go na ręce i położyłam do łóżka.
SangHee: Nawet nie wiesz jaką ma tą pracę... Chyba że wiesz ale też nie chcesz nam powiedzieć, wiesz?
SooKi: Nie wiem... - Położyłam do łóżek SangHee'go i JunHee.
SangHeeSooKi... Przeczytasz nam bajkę? - Głośno westchnęłam i się zgodziłam. Gdy cała trójka już spała a bynajmniej tak mi się wydawało, wstałam i chciałam iść do pokoju gdy JunHee podparła się ręką i podnosząc się zapytała: 
JunHee: Zostawisz lampkę? Proszę... Strasznie się boję.
SooKi: A powiedz mi, czego ty się tak boisz... - Usiadłam na skrawku jej łóżka gładząc jej główkę.

JunHee: Że kiedyś się obudzę a Ciebie nie będzie... A ja tego nie chcę... - Mocno się przytuliła.
SooKi: Heeej... Dlaczego miałoby mnie nie być? Obiecuję Ci że nigdy Ciebie nie zostawię. - Ucałowałam ją w czoło i wyszłam zostawiając włączoną lampkę. Poszłam do siebie i położyłam się spać. Obudziły mnie głośne, szybkie kroki i krzyki ojca. Wparował do mojego pokoju trzaskając drzwiami:
Ojciec: 
SooKi! Wstawaj! Wyciągaj z szafy torbę i się pakuj! - Wstałam przetarłam oczy i się rozciągnęłam. Spojrzałam się na niego z niepoważną miną:
SooKi: Gdzie? Po co?
Ojciec: Daleko. - przybliżył się do mnie z groźnym wzrokiem.

SooKi: Oookeeej. Ale co ja mam pakować tak dokładnie?
Ojciec: Wszystko, całą szafę i najpotrzebniejsze rzeczy! - wyszedł i znowu trzasnął drzwiami. Myślałam sobie wtedy *Jeju o co mu chodzi, od samego rana robi problemy*. Spojrzałam na budzik, była dopiero 6:27 wyczołgałam się z łóżka i wolnym tempem wywaliłam torbę z szafy. Zaczęłam do niej wrzucać wszystko po kolei nie składając niczego. Zapełniłam aż 4 torby, ubrałam się i ogarnęłam. Do pokoju wszedł facet ubrany w ciemny garnitur, wziął torby i kazał iść za sobą. Wychodząc z domu Ann strasznie płakała. Przed domem stał duży samochód kuloodporny po którym było widać draśnięcia od kul, miał przyciemnione szyby. Wokół samochodu stały 4 motory. Przed samochodem stało trzech mężczyzn po czym do niego weszli. Mężczyzna otworzył mi drzwi i kazał wejść, ruszyliśmy. Siedziałam z tyłu wraz z dwoma mężczyznami, byli poważni i nic nie mówili:
SooKi: No to gdzie jedziemy? - Spojrzeli się na mnie dziwnym wzrokiem jakby nie rozumieli po Angielsku, dla pewności zapytałam się czy wgl. po Angielsku mówią. Ale też nie uzyskałam odpowiedzi. Kiedy już stanęliśmy i wysiadłam okazało się że jesteśmy na lotnisku. Rozejrzałam się i jedyna myśl jaka mi przychodziła do głowy to *Co tutaj jest grane?* Odwróciłam się za siebie, do holu weszły maluchy. JunHee głośno krzyknęła "SooKi!" co zwróciło uwagę dwóch mężczyzn którzy zaczęli powoli iść w moją stronę. Wyglądali dość groźnie. Gdy zobaczyli to mężczyźni którzy mnie tu przywieźli, od razu bez chwili zastanowienia podeszli szybkim tempem. Dwóch groźnych facetów wycofało się. W moich oczach było można dostrzec zagubienie, niepokój i strach. Dzieciaki chciały do mnie podejść ale mężczyzna który był z nimi szarpnął je do siebie. Z oddali dostrzegłam ojca idącego w moją stronę. Podszedł i nic nie mówiąc wręczył mi kopertę:
SooKi: Co w niej jest?
Ojciec: Otworzysz ją na miejscu i się dowiesz
.
SooKi: Powiesz mi co się dzieje?
Ojciec: Nie mogę...
SooKi: Nic nigdy nie możesz! Kup sobie trumnę, połóż się w niej i czekaj aż zdechniesz!
Ojciec: Jak ty tak możesz mówić?- Spojrzał ze smutkiem w oczach.

SooKi: A co ja mam powiedzieć?! Aż umrzesz?! Może mam Cię darzyć wielkim szacunkiem?!  Najpierw zacznij szanować mnie i dzieciaki! Zawsze nas kupowałeś za drogie rzeczy!- Zaczęłam płakać.
Ojciec: 
SooKi... Teraz robię to po to byście byli bezpieczni, zrozum że nie potrafię rozmawiać i zajmować się dziećmi.
SooKi: Bezpieczni? Gdzie... My teraz będziemy?
Ojciec: Będziecie mieszkali z dziadkiem.- Jeden z mężczyzn podszedł i chwycił moją dłoń ciągnąc mnie  za sobą:

SooKi: Z jakim dziadkiem?! Przecież dzieciaki nie znają Koreańskiego!- Krzyknęłam na tyle głośno na ile mogłam ponieważ płacz tłumił mój głos, ojciec spuścił głowę w dół i nie odpowiadając odszedł:
SooKi: Jesteś draniem bez serca! -Moich łez nie było można już powstrzymać. Rozdzielono mnie z dzieciakami i wsadzono do innych samolotów, miałam tylko nadzieję że we czwórkę trafimy w to samo miejsce... Mimo iż ojciec powiedział że "będziemy u dziadka" stwierdziłam że nie mogę mu ufać.


WSTĘP

Każda dziewczyna chciałaby mieć wszystko co tylko się jej zachce, ale nie za cenę braku kontaktu z ojcem, tak jak w moim przypadku. Nigdy się mną nie interesował a matka nie żyje, od jej śmierci minęły 3 lata została postrzelona tuż przed domem na oczach moich i mojego rodzeństwa. Tak, mam trójkę rodzeństwa są to trojaczki dwóch chłopców HangHee'go i SangHee'go oraz dziewczynkę JunHee mają po pięć lat, natomiast ja nazywam się SooKi mam 17 lat i mieszkam w Londynie. Moja rodzina pochodzi z Korei ale ojciec nie chce abyśmy mieli z nią coś wspólnego uważa że nie musimy ich znać i nie są dla nas niczym dobrym. On zawsze był dość tajemniczy i nie rozmawiał z nami o tym gdzie pracuje bądź na czym jego praca polega. Po śmierci matki nie mógł się otrząsnąć, czasem nawet wydawało się że on wie o wiele więcej niż nam na ten temat powiedział. Niedługo potem zaczął się spotykać z innymi kobietami co nie podobało się mi i dzieciakom, właściwie można stwierdzić że mamy  tylko siebie ponieważ ojca przez cały dzień nie ma w domu.Gdy ja jestem w szkole dzieciakami zajmuje się Ann to nasza gospodyni jest dla nas jak druga matka ale nigdy nie odważyłam się jej tego powiedzieć. Ann jest już starszą kobietą co nie przeszkadza jej w codziennych wygłupach i zabawach z nami. Z przyjaciółmi spotykam się tylko w szkole ewentualnie u mnie w mieszkaniu ojciec nie widzi innej opcji, nigdy nie chciał mi powiedzieć dlaczego, chłopaka również nie mam gdyż mi nie pozwala.Czasem czuję się jakby mnie trzymał na wyciąganej smyczy i mimo iż może się jeszcze bardziej rozwinąć mówi "Niestety to już koniec".