poniedziałek, 24 czerwca 2013

ROZDZIAŁ III

Dni mijają, coraz bardziej się nudzę ponieważ mam zakaz wychodzenia bez opieki, zresztą gdzie ja mogę wychodzić? Okazało się że SooHyun mieszka z całą szóstką tych słodkich idiotów. Jest wczesny ranek, słyszę krzyki i bieganie po piętrze "Powiem jej!" "Tylko spróbujesz!" "Powiem, powiem, powiem!!" "Zamknij się bo ją obudzisz!". Do pokoju wbiegł DongHo który rzucił się na łóżko dobudzając mnie,wsadziłam głowę pod poduszkę i mocno okryłam się kołdrą:
DongHo: SooKi! Muszę Ci coś powiedzieć...
SooKi: DongHo...
DongHo: Cio?
SooKi: Wiesz że na mnie siedzisz?
DongHo: No tak...
SooKi: Jesteś ciężki...
DongHo: Sorry.
Do pokoju wszedł KiSeop:
KiSeop: DongHo! Zejdź z niej!- DongHo zaczął się z niego śmiać i zszedł.
DongHoKiSeop powiedział mi że...- Zaczął się śmiać.
SooKi: Że?- Podniosłam głowę żeby złapać troszkę powietrza i znów włożyłam ją pod poduszkę.
KiSeop: DongHo milcz..
DongHo: Żee...- Zaczął się śmiać, wstałam chwyciłam poduszkę i w niego rzuciłam.
SooKi: Gadaj żeż do cholery...- DongHo spadł z łóżka i nadal się śmiał
SooKi: Ale ty jesteś pojebany...- KiSeop oparł się ramieniem i futrynę i lekko zaśmiał.
KiSeop: DongHo chciał Ci powiedzieć że fanki SooHyuna wzięły Cię za jego dziewczynę.- Spojrzał się i uśmiechnął.
SooKi: To tyle? Serio? Ej nie patrz się na mnie jak jestem w takim stanie...- DongHo wstał i się otrzepał.
DongHo: Ale z Ciebie ciota KiSeop.- Wstałam, rozciągnęłam się i przetarłam oczy.
SooKi: Dobra, wypad.
DongHo: Dlaczego?
SooKi: Muszę się ubrać?
DongHo: Wypad KiSeop ja jej muszę pomóc.- Uśmiechnął się, złapałam go za ucho i wyrzuciłam z pokoju.
Kiedy do ubrania została mi tylko dolna część garderoby, do pokoju wszedł Kevin:
Kevin: O jej! Przepraszam.- odwrócił się.
SooKi: Nie no spoko przecież nie mogłeś zapukać, mów co potrzebujesz.
Kevin: Twój brat prosił żebym się Ciebie zapytał czy chcesz jechać dzisiaj z nami na zakupy... 
SooKi: Nie, wolę zostać w domu.- Założyłam spodnie i zeszłam na dół coś zjeść. Przy stole zostali już tylko DongHo i KiSeop, oboje gwałtownie zamilkli gdy tylko usiadłam.
DongHo: To co, nie jedziesz z nami?
SooKi: Nie.
DongHo: To dobrze się składa.
SooKi: Dlaczego?
DongHo: Bo KiSeop też zostaje.- Cwaniacko się uśmiechnął.
SooKi: To... Fajnie.- Kilka godzin po śniadaniu SooHyun przyszedł i zapytał się mnie czy na pewno nie chcę z nimi jechać bo już wychodzą, moja odpowiedź się nie zmieniła. Nie długo po jego wyjściu zadzwoniła komórka, nie znałam tego numeru:
SooKi: Halo?
?: Czy rozmawiam z SooKi?- Usłyszałam kobiecy głos.
SooKi: Tak? A pani to kto?
?: Jestem EunRa Twoją ciotką, obecnie zajmuję się Twoim rodzeństwem. Dzwonię by zapytać czy HangHee nie posiadał żadnych leków?
SooKi: Nie? Do czego mogłyby mu być potrzebne, przepraszam ale czy coś jest nie tak?
EunRa : Właściwie to tak. HangHee spędził dzisiejszą noc w szpitalu, dostał strasznych duszności. Czy my możemy się spotkać?
SooKi: Nie jestem pewna czy mogę... 
EunRa : W tej sprawie powinnam  zadzwonić do SooHyun'a?
SooKi: Nie, niech pani poda adres pod którym ma dojść do naszego spotkania.
EunRa : Hill House Hotel na przedmieściach Seoul'a.
SooKi: Dlaczego hotel, jeżeli mogę wiedzieć.
EunRa : Ponieważ ten hotel należy do mnie... Zaraz, czy ty się boisz?
SooKi: Nieee...
EunRa : W takim razie dobrze czekam na Ciebie koło godziny 13:00. Masz wolne, prawda?
SooKi: Tak.
EunRa : To do zobaczenia.
SooKi: Do zobaczenia.- To było dla mnie trochę niezrozumiałe, HangHee był zdrowym dzieckiem. Podeszłam do pokoju KiSeop'a i chciałam zapukać ale nie cofnęłam się. *Zapukam, ale nie... Pewnie będzie pytał po co mi to gdzie to jest, ale nie... Zapukam... Nie nie zapukam. Zapukam przecież tu chodzi o HangHee'go, nie! Nie pukaj, jeszcze raz co mu powiesz? Hmmm. Słuchaj KiSeop mam sprawę powiesz mi gdzie są przedmieścia Seoul? Nie...* 
KiSeop: Mogę Ci w czymś pomóc?- Okazało się że nie było go w pokoju i najgorsze jest to że chyba widział jak rzucałam się pod tymi drzwiami. Sądzę że na pewno to widział bo miał dziwnie głupi uśmiech na twarzy. 
SooKi: Właściwie to nie... Albo tak... Nie okay sama sobie poradzę.- Uśmiechnęłam się, KiSeop zaczął iść w stronę drzwi do pokoju, złapał za klamkę.
SooKiKiSeop, możesz mi pomóc?
KiSeop: Czy to jest coś niezręcznego? Nie widziałem Cię jeszcze w takim stanie...
SooKi: Nieee wcale... Powiesz mi jak dojść do Hill House Hotel?
KiSeop: A po co Ci to?
SooKi: Ech wiedziałam że o to zapytasz ale nie przygotowałam się na to pytanie... Pilnie potrzebuję abyś mi powiedział gdzie to jest...- Spojrzałam na zegarek była 12:45
SooKi: Na prawdę, pilnie...
KiSeop: Jeżeli nie powiesz nic SooHyun i wyrobisz się przed 16:00 to Cię zawiozę.
SooKi: Nie powiem...- KiSeop poszedł po kluczyki i poszliśmy do samochodu.
KiSeop: Mogę wiedzieć po co Ci ten hotel?
SooKi: Moja ciotka dzwoniła i chce się spotkać w sprawie mojego brata.
KiSeop: Co zrobił?
SooKi: On nic... Ale całą noc przeleżał w szpitalu.- Kiedy dojechaliśmy pod wejściem do hotelu stała ciotka z dzieciakami: 
SooKi: Dzień dobry, cześć maluchy.
YunHee/SangHee : Cześć.- SangHee mocno się przytuli.
YunHee: Cienias...
SooKi: Dobra o co Ci chodzi?
YunHee: Nigdy mnie nie zostawisz? Nigdy?! Nic się nie zmieni? Nic?! Czy Twoim zdaniem jestem nadal przy Tobie?! Czy Twoim zdaniem nic się nie zmieniło!? Jesteśmy już w tej zasranej dziurze od co najmniej dwóch tygodni! Ile razy się z nami skontaktowałaś!?
SooKi: No ja ten...
YunHee: Też tak sądzę! Czy naprawdę HangHee musiał trafić do szpitala żebyś w końcu się nami zainteresowała?! Może ja mam się rzucić z drugiego piętra żebyś w końcu zaczęła się mną interesować?!-  KiSeop zwrócił uwagę na to że nie mogę nic powiedzieć ponieważ słowa YunHee zbyt mocno mnie zraniły...
KiSeop: Nie mów tak... Ona bardzo Ciebie kocha. Nie mogła się z Tobą skontaktować bo nie miała jak... To nie jej wina że jesteście postawieni w takiej sytuacji. Zabrałaby was teraz ze sobą gdyby tylko mogła, ale niestety nie może...
YunHee: Kim ty w ogóle jesteś?
KiSeop: Można powiedzieć że przyjacielem Twojego starszego rodzeństwa...
YunHee: Nie mam starszego rodzeństwa...- Kucnęłam ze łzami w oczach i złapałam ją za ramiona, spojrzałam jej w oczy:
SooKi: A co jeżeli obiecam Ci że...
YunHee: Za dużo obiecywałaś...- odwróciła się plecami
SooKi: Nie wysłuchasz mnie?- Odwróciła główkę i spuściła ją na dół.
YunHee: Słucham.
SooKi: Gdy tylko skończę 18 lat pójdę do pracy i zacznę zarabiać. Wynajmę mieszkanie i was zabiorę ze sobą...
YunHee: Chcesz powiedzieć że będziemy razem?
SooKi: Tak.- YunHee odwróciła się i mocno przytuliła.
YunHee: Kocham Cię.
EunRa: Przepraszam że przerywam wasze rozczulanie ale SooKi musimy poważnie pogadać.
SooKi: Rozumiem, słucham.
EunRa: Wiem że nie jesteś w stanie teraz na co dzień być w szpitalu dlatego śmiem Cię prosić o to abyś pojechała do szpitala i przepisała opiekę na HangHee mi. 
SooKi: Dlaczego ja mam to zrobić?
EunRa: Ponieważ ty jesteś jego prawnym opiekunem.
SooKi: Że co?
EunRa: A nie? Szpital łączył się z Londynem... 
SooKi: Czyli że... Jaki drań...-Czułam że znów będę płakała i to przez jedną osobę. Przez osobę która z pozoru przez dłuższy czas nic nie znaczy w moim życiu. Przeczucia się spełniły. Ciotka zbliżyła się do mnie i mocno mnie przytuliła. 
EunRa: Wiem jaki on jest... Twoja matka też wiele razy przez niego cierpiała. Teraz przechodzisz przez to ty... Jest mi strasznie przykro.
SooKi: To nie Twoja wina, pojadę do szpitala i zrobię to co trzeba.- Zadzwoniła komórka KiSeop'a, spojrzałam na niego ale jego mina nie wnioskowała nic dobrego. 
KiSeop: SooHyun... Pewnie już wrócili.
SooKi: Odbierz. Powiedz że jesteśmy u ciotki. Nie wiem zrób coś...
KiSeop: Chyba on zrobi coś mi.- Wyciszył komórkę.- Chyba musimy jechać do szpitala i załatwić to co musisz.
SooKi: Jasne... Ale chciałam coś jeszcze zrobić przy dzieciakach...
KiSeop: Będę czekał w aucie... Pośpiesz się... I lepiej wymyśl jakąś wymówkę.
EunRa: Chcesz jeden pokój na tą chwilę?
SooKi: Czemu nie...- Poszliśmy do recepcji gdzie dostaliśmy kluczyk. Weszliśmy do pokoju: 
YunHee: To co chcesz zrobić?
SooKi: Przed wyjazdem dostałam od ojca kopertę... Ciągle mam ją w plecaczku... I chcę ją otworzyć z wami, wiecie... Żeby nie mieć przed wami tajemnic...
SangHee : Jasne, no to na co czekasz... Otwieraj.- Usiedliśmy przy stole. Kiedy zerwałam górę koperty, oczy i SangHee'ego skierowały się na mnie z wielką ciekawością.
SangHee : I co tam jest?
SooKi: 500 tyś. jenów... 
YunHee: Czy on znów chce nas przekupić pieniędzmi? 
SooKiYunHee... On już nie ma czego przekupować... Może i to o co teraz was poproszę jest głupie ale... Proszę was nie mówmy już o ojcu... Postarajcie się żeby dla was nie istniał...
SangHee : Nie będzie z tym problemu... 
YunHee: Co zrobisz z tymi pieniędzmi... 
SooKi: Na pewno zaczniemy od tego że podejmiecie się nauki Japońskiego.- Dzieciaki pokiwały głową na tak.- Po drugie jeżeli będzie trzeba to leczenie HangHee'go... A po trzecie będę co miesiąc dawała pieniądze cioci na utrzymanie was...
SangHee: Chcesz wszystko przeznaczyć na nas?
SooKi: Nieee... Albo i tak... Nieważne, muszę już iść. Jak będziecie coś chcieli dzwońcie... Znacie mój nr.- Uśmiechnęłam się i wyszłam. Kiedy wyszłam z hotelu znów w samochodzie zobaczyłam mężczyzn których widziałam na lotnisku, zasłoniłam się włosami i założyłam okulary przeciwsłoneczne. Ale to chyba nic nie dało, ponieważ jeden z nich wyszedł z samochodu i zaczął iść w moją stronę. Nerwowo szukałam samochodu KiSeop'a. Okazało się że muszę iść w stronę mężczyzny, ruszyłam szybkim tempem ale on złapał mnie za rękę: 
?- Przepraszam czy my się nie znamy.- Nie wiedziałam co odpowiedzieć i lekko się zapowietrzyłam. Z hotelu wybiegła ciotka która podbiegła i chwyciła mnie za dłoń: 
EunRa: Przepraszam pana ale musiał ją pan z kimś pomylić!
?- Nie, nie wydaje mi się... Shin SooKi? Czyż nie mam racji?
EunRa: Nie, nie ma pan... Żegnam...- Odeszłyśmy.
SooKi: Dziękuję Ci ciociu...
EunRa: Gdzie Twój chłopak?
SooKi: Jaki chłopak?
EunRa: Ten z którym tu jesteś.
SooKi: To nie jest mój chłopak...
EunRa: Przepraszam, ale wyglądaliście jak para... To gdzie on jest?
SooKi: Tam.- Wskazałam miejsce samochodu.
EunRa: Ok biegnij. Będę tutaj stała. I pilnowała.- Szybko poszłam do KiSeop'a.
KiSeop: Co to był za mężczyzna?
SooKi: Właśnie powinieneś być wtedy przy mnie. I mi pomóc.
KiSeop: Czyli kto to był?
SooKi: Nie wiem. Nie wiem nawet skąd on mnie znał. Jedźmy do tego szpitala...
KiSeop: Jasne.
Będąc w szpitalu musieliśmy czekać dobre pół godziny, SooHyun dzwonił nieustannie. 
SooKi: Idź i odbierz. Powiedz wszystko jak jest, nie okłamujmy go.
Lekarz: Panna Shin?
SooKi: Tak słucham.
Lekarz: Chce pani żebym na temat leczenia kontaktował się z pańską ciotką.
SooKi: Tak, właśnie tak.
Lekarz: Dobrze... Proszę uzupełnić te papiery i wydaje mi się że to na tyle. Potem zaniesie je pani do recepcji. To na tyle z mojej strony. Do widzenia.
SooKi: Przepraszam! Czy mógłby pan mi jeszcze powiedzieć coś o jego stanie.
Lekarz: Obecnie oddycha za niego maszyna gdyż on sam nie jest w stanie. Ma słabe serce więc... Nic nie mogę obiecać...
SooKi: Rozumiem, do widzenia.- Uzupełniłam papiery i wróciliśmy do domu. Wchodząc do domu pierwsze co zauważyłam to wściekłego SooHyun który widząc mnie rzucił się i mocno przytulił, pech chciał że źle stanęłam i skręciłam kostkę:
SooHyun: Gdzie wy byliście?!
KiSeop: Mówiłem Ci.
SooHyun: Przecież jej mogło się coś stać.
KiSeop: Pilnowałem jej.
SooHyun: Skąd mam wiedzieć czy wystarczająco dobrze!
KiSeop: Twój brat może umrzeć, a ty masz zamiar teraz się na mnie drzeć że ją do niego zawiozłem?
SooHyun: Ona też może umrzeć! A tego chyba byś nie chciał!
SooKi: Jak ja mogę umrzeć?
KiSeop: Gratuluję Ci idioto...
SooHyun: No bo wiesz... Skąd wiesz czy coś nie stanie Ci się za chwilę czy coś...
SooKi: Tsaa...- KiSeop widząc że kuśtykam wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.
SooKi: Przepraszam Cię.
KiSeop: Za co?
SooKi: Przeze mnie kłócisz się z SooHyun'em.
KiSeop: To nie przez Ciebie. Zejdę po Eli'ego on się zajmie kostką.- Uśmiechnął się i wyszedł. Podsumowując, dowiedziałam się że mój ojciec to nieskończony dupek który przypisał mi opiekę nad dziećmi bez mojej zgody, zaraz... Skoro ja jestem prawnym opiekunem dzieciaków to... Ja nie mam ojca. Nie ważne i tak go nie mam od 3 lat...