Jak co dzień dobija godzina 23.00 pod domem widać światła wydobywające się z samochodu ojca. Gdy wszedł do domu pierwsze jego słowa brzmiały:
Ojciec: SooKi! Uspokój te bachory! Wracam zmęczony z pracy i chcę spokoju!- Rzucił mocno torbą o ścianę. Ze strachu zerwałam się i szybko poszłam do pokoju maluchów. Otworzyłam drzwi a pokój wyglądał jak po wybuchu II Wojny Światowej:
SooKi: Hej! Co tutaj się dzieje?!
JunHee: No ten... My się... Bawimy?
SooKi: No ja wiem, widzę... Ale czy nie możecie tego robić troszkę... Ciszej? Tata wrócił z pracy i jest zmęczony - Kucnęłam i zaczęłam zbierać zabawki które leżały na podłodze po czym kładłam je na ich miejsce.
HangHee : Ciekawe kiedy nie jest zmęczony - Powiedział z pełnią chęci do życia, zresztą jak zwykle.
SooKi: Skoro mówi że jest zmęczony to musi mieć męczącą pracę - Wzięłam go na ręce i położyłam do łóżka.
SangHee: Nawet nie wiesz jaką ma tą pracę... Chyba że wiesz ale też nie chcesz nam powiedzieć, wiesz?SooKi: Nie wiem... - Położyłam do łóżek SangHee'go i JunHee.
SangHee: SooKi... Przeczytasz nam bajkę? - Głośno westchnęłam i się zgodziłam. Gdy cała trójka już spała a bynajmniej tak mi się wydawało, wstałam i chciałam iść do pokoju gdy JunHee podparła się ręką i podnosząc się zapytała:
JunHee: Zostawisz lampkę? Proszę... Strasznie się boję.
SooKi: A powiedz mi, czego ty się tak boisz... - Usiadłam na skrawku jej łóżka gładząc jej główkę.
JunHee: Że kiedyś się obudzę a Ciebie nie będzie... A ja tego nie chcę... - Mocno się przytuliła.
SooKi: Heeej... Dlaczego miałoby mnie nie być? Obiecuję Ci że nigdy Ciebie nie zostawię. - Ucałowałam ją w czoło i wyszłam zostawiając włączoną lampkę. Poszłam do siebie i położyłam się spać. Obudziły mnie głośne, szybkie kroki i krzyki ojca. Wparował do mojego pokoju trzaskając drzwiami:
Ojciec: SooKi! Wstawaj! Wyciągaj z szafy torbę i się pakuj! - Wstałam przetarłam oczy i się rozciągnęłam. Spojrzałam się na niego z niepoważną miną:
SooKi: Gdzie? Po co?
Ojciec: Daleko. - przybliżył się do mnie z groźnym wzrokiem.
SooKi: Oookeeej. Ale co ja mam pakować tak dokładnie?
Ojciec: Wszystko, całą szafę i najpotrzebniejsze rzeczy! - wyszedł i znowu trzasnął drzwiami. Myślałam sobie wtedy *Jeju o co mu chodzi, od samego rana robi problemy*. Spojrzałam na budzik, była dopiero 6:27 wyczołgałam się z łóżka i wolnym tempem wywaliłam torbę z szafy. Zaczęłam do niej wrzucać wszystko po kolei nie składając niczego. Zapełniłam aż 4 torby, ubrałam się i ogarnęłam. Do pokoju wszedł facet ubrany w ciemny garnitur, wziął torby i kazał iść za sobą. Wychodząc z domu Ann strasznie płakała. Przed domem stał duży samochód kuloodporny po którym było widać draśnięcia od kul, miał przyciemnione szyby. Wokół samochodu stały 4 motory. Przed samochodem stało trzech mężczyzn po czym do niego weszli. Mężczyzna otworzył mi drzwi i kazał wejść, ruszyliśmy. Siedziałam z tyłu wraz z dwoma mężczyznami, byli poważni i nic nie mówili:
SooKi: No to gdzie jedziemy? - Spojrzeli się na mnie dziwnym wzrokiem jakby nie rozumieli po Angielsku, dla pewności zapytałam się czy wgl. po Angielsku mówią. Ale też nie uzyskałam odpowiedzi. Kiedy już stanęliśmy i wysiadłam okazało się że jesteśmy na lotnisku. Rozejrzałam się i jedyna myśl jaka mi przychodziła do głowy to *Co tutaj jest grane?* Odwróciłam się za siebie, do holu weszły maluchy. JunHee głośno krzyknęła "SooKi!" co zwróciło uwagę dwóch mężczyzn którzy zaczęli powoli iść w moją stronę. Wyglądali dość groźnie. Gdy zobaczyli to mężczyźni którzy mnie tu przywieźli, od razu bez chwili zastanowienia podeszli szybkim tempem. Dwóch groźnych facetów wycofało się. W moich oczach było można dostrzec zagubienie, niepokój i strach. Dzieciaki chciały do mnie podejść ale mężczyzna który był z nimi szarpnął je do siebie. Z oddali dostrzegłam ojca idącego w moją stronę. Podszedł i nic nie mówiąc wręczył mi kopertę:
SooKi: Co w niej jest?
Ojciec: Otworzysz ją na miejscu i się dowiesz.
SooKi: Powiesz mi co się dzieje?
Ojciec: Nie mogę...
SooKi: Nic nigdy nie możesz! Kup sobie trumnę, połóż się w niej i czekaj aż zdechniesz!
Ojciec: Jak ty tak możesz mówić?- Spojrzał ze smutkiem w oczach.
SooKi: A co ja mam powiedzieć?! Aż umrzesz?! Może mam Cię darzyć wielkim szacunkiem?! Najpierw zacznij szanować mnie i dzieciaki! Zawsze nas kupowałeś za drogie rzeczy!- Zaczęłam płakać.
Ojciec: SooKi... Teraz robię to po to byście byli bezpieczni, zrozum że nie potrafię rozmawiać i zajmować się dziećmi.
SooKi: Bezpieczni? Gdzie... My teraz będziemy?
Ojciec: Będziecie mieszkali z dziadkiem.- Jeden z mężczyzn podszedł i chwycił moją dłoń ciągnąc mnie za sobą:
SooKi: Z jakim dziadkiem?! Przecież dzieciaki nie znają Koreańskiego!- Krzyknęłam na tyle głośno na ile mogłam ponieważ płacz tłumił mój głos, ojciec spuścił głowę w dół i nie odpowiadając odszedł:
SooKi: Jesteś draniem bez serca! -Moich łez nie było można już powstrzymać. Rozdzielono mnie z dzieciakami i wsadzono do innych samolotów, miałam tylko nadzieję że we czwórkę trafimy w to samo miejsce... Mimo iż ojciec powiedział że "będziemy u dziadka" stwierdziłam że nie mogę mu ufać.
Ojciec: SooKi! Uspokój te bachory! Wracam zmęczony z pracy i chcę spokoju!- Rzucił mocno torbą o ścianę. Ze strachu zerwałam się i szybko poszłam do pokoju maluchów. Otworzyłam drzwi a pokój wyglądał jak po wybuchu II Wojny Światowej:
SooKi: Hej! Co tutaj się dzieje?!
JunHee: No ten... My się... Bawimy?
SooKi: No ja wiem, widzę... Ale czy nie możecie tego robić troszkę... Ciszej? Tata wrócił z pracy i jest zmęczony - Kucnęłam i zaczęłam zbierać zabawki które leżały na podłodze po czym kładłam je na ich miejsce.
HangHee : Ciekawe kiedy nie jest zmęczony - Powiedział z pełnią chęci do życia, zresztą jak zwykle.
SooKi: Skoro mówi że jest zmęczony to musi mieć męczącą pracę - Wzięłam go na ręce i położyłam do łóżka.
SangHee: Nawet nie wiesz jaką ma tą pracę... Chyba że wiesz ale też nie chcesz nam powiedzieć, wiesz?SooKi: Nie wiem... - Położyłam do łóżek SangHee'go i JunHee.
SangHee: SooKi... Przeczytasz nam bajkę? - Głośno westchnęłam i się zgodziłam. Gdy cała trójka już spała a bynajmniej tak mi się wydawało, wstałam i chciałam iść do pokoju gdy JunHee podparła się ręką i podnosząc się zapytała:
JunHee: Zostawisz lampkę? Proszę... Strasznie się boję.
SooKi: A powiedz mi, czego ty się tak boisz... - Usiadłam na skrawku jej łóżka gładząc jej główkę.
JunHee: Że kiedyś się obudzę a Ciebie nie będzie... A ja tego nie chcę... - Mocno się przytuliła.
SooKi: Heeej... Dlaczego miałoby mnie nie być? Obiecuję Ci że nigdy Ciebie nie zostawię. - Ucałowałam ją w czoło i wyszłam zostawiając włączoną lampkę. Poszłam do siebie i położyłam się spać. Obudziły mnie głośne, szybkie kroki i krzyki ojca. Wparował do mojego pokoju trzaskając drzwiami:
Ojciec: SooKi! Wstawaj! Wyciągaj z szafy torbę i się pakuj! - Wstałam przetarłam oczy i się rozciągnęłam. Spojrzałam się na niego z niepoważną miną:
SooKi: Gdzie? Po co?
Ojciec: Daleko. - przybliżył się do mnie z groźnym wzrokiem.
SooKi: Oookeeej. Ale co ja mam pakować tak dokładnie?
Ojciec: Wszystko, całą szafę i najpotrzebniejsze rzeczy! - wyszedł i znowu trzasnął drzwiami. Myślałam sobie wtedy *Jeju o co mu chodzi, od samego rana robi problemy*. Spojrzałam na budzik, była dopiero 6:27 wyczołgałam się z łóżka i wolnym tempem wywaliłam torbę z szafy. Zaczęłam do niej wrzucać wszystko po kolei nie składając niczego. Zapełniłam aż 4 torby, ubrałam się i ogarnęłam. Do pokoju wszedł facet ubrany w ciemny garnitur, wziął torby i kazał iść za sobą. Wychodząc z domu Ann strasznie płakała. Przed domem stał duży samochód kuloodporny po którym było widać draśnięcia od kul, miał przyciemnione szyby. Wokół samochodu stały 4 motory. Przed samochodem stało trzech mężczyzn po czym do niego weszli. Mężczyzna otworzył mi drzwi i kazał wejść, ruszyliśmy. Siedziałam z tyłu wraz z dwoma mężczyznami, byli poważni i nic nie mówili:
SooKi: No to gdzie jedziemy? - Spojrzeli się na mnie dziwnym wzrokiem jakby nie rozumieli po Angielsku, dla pewności zapytałam się czy wgl. po Angielsku mówią. Ale też nie uzyskałam odpowiedzi. Kiedy już stanęliśmy i wysiadłam okazało się że jesteśmy na lotnisku. Rozejrzałam się i jedyna myśl jaka mi przychodziła do głowy to *Co tutaj jest grane?* Odwróciłam się za siebie, do holu weszły maluchy. JunHee głośno krzyknęła "SooKi!" co zwróciło uwagę dwóch mężczyzn którzy zaczęli powoli iść w moją stronę. Wyglądali dość groźnie. Gdy zobaczyli to mężczyźni którzy mnie tu przywieźli, od razu bez chwili zastanowienia podeszli szybkim tempem. Dwóch groźnych facetów wycofało się. W moich oczach było można dostrzec zagubienie, niepokój i strach. Dzieciaki chciały do mnie podejść ale mężczyzna który był z nimi szarpnął je do siebie. Z oddali dostrzegłam ojca idącego w moją stronę. Podszedł i nic nie mówiąc wręczył mi kopertę:
SooKi: Co w niej jest?
Ojciec: Otworzysz ją na miejscu i się dowiesz.
SooKi: Powiesz mi co się dzieje?
Ojciec: Nie mogę...
SooKi: Nic nigdy nie możesz! Kup sobie trumnę, połóż się w niej i czekaj aż zdechniesz!
Ojciec: Jak ty tak możesz mówić?- Spojrzał ze smutkiem w oczach.
SooKi: A co ja mam powiedzieć?! Aż umrzesz?! Może mam Cię darzyć wielkim szacunkiem?! Najpierw zacznij szanować mnie i dzieciaki! Zawsze nas kupowałeś za drogie rzeczy!- Zaczęłam płakać.
Ojciec: SooKi... Teraz robię to po to byście byli bezpieczni, zrozum że nie potrafię rozmawiać i zajmować się dziećmi.
SooKi: Bezpieczni? Gdzie... My teraz będziemy?
Ojciec: Będziecie mieszkali z dziadkiem.- Jeden z mężczyzn podszedł i chwycił moją dłoń ciągnąc mnie za sobą:
SooKi: Z jakim dziadkiem?! Przecież dzieciaki nie znają Koreańskiego!- Krzyknęłam na tyle głośno na ile mogłam ponieważ płacz tłumił mój głos, ojciec spuścił głowę w dół i nie odpowiadając odszedł:
SooKi: Jesteś draniem bez serca! -Moich łez nie było można już powstrzymać. Rozdzielono mnie z dzieciakami i wsadzono do innych samolotów, miałam tylko nadzieję że we czwórkę trafimy w to samo miejsce... Mimo iż ojciec powiedział że "będziemy u dziadka" stwierdziłam że nie mogę mu ufać.