Kiedy Eli opatrzył kostkę wybuchł śmiechem:
Eli : Jak ty to zrobiłaś?
SooKi: Kiedy SooHyun mnie zobaczył, rzucił się na mnie i mocno przytulił. Ja źle stanęłam i bum.
Eli : Jasne, jest trochę opiekuńczy.
SooKi: Trochę? Serio?
Eli : Trochę bardzo... Ale to dlatego że chce abyś była bezpieczna...
SooKi: Sam mi zrobił krzywdę...- Eli znów wybuchł śmiechem i wyszedł. Po kilku minutach drzwi do pokoju uchyliły się, stanął w nich KiSeop:
KiSeop: Mogę wejść?
SooKi: No... Tak...
KiSeop: Jak tam kostka?
SooKi: Zapytaj się jej...
KiSeop: Wybacz. Ciekawość mnie zżera dlaczego zostałaś wtedy w hotelu?- Wyciągnęłam się do półki przy łóżku i podałam mu kopertę.
SooKi: Ojciec kazał mi to otworzyć dopiero tutaj więc otworzyłam przy dzieciakach, zero tajemnic.
KiSeop: Ten list... Też mam czytać?
SooKi: Jaki list?
KiSeop: No ten.- Wyciągnął zwykłą białą kartkę zgiętą w pół.
SooKi: Nie, daj mi to. Nie widziałam tego...- Spojrzałam się na to trochę podejrzliwie. I zaczęłam czytać.
Droga SooKi
W tym liście przede wszystkim chcę Cię przeprosić i wyjaśnić niektóre sprawy. Zacznę od tego że przypisałem Tobie prawną opiekę nad trojakami. Co do śmierci Twojej matki, to nie była pomyłka, jedyną pomyłką w tej sprawie jest to że to ty powinnaś zginąć a nie ona. Jest to moja wina, teraz pewnie zadajesz sobie pytanie "Jak to?" pozwól że wytłumaczę. Pewnego dnia stało się coś okropnego, zginął młody chłopak, teraz byłby w Twoim wieku, pewnie myślisz "Co jakiś chłopak ma do śmierci Twojej matki?". Otóż to ja go zabiłem i to nie przez przypadek. Ojciec tego chłopaka chciał się zemścić zabijając Ciebie, jak wiesz jesteś bardzo podobna do matki i was pomylił. Często pytałaś na czym polega moja praca, nie potrafię Ci tego wyjaśnić, ale są to brudne interesy. Dlatego też wysłałem Cię do Korei, w Londynie nie byłaś i już nigdy nie będziesz bezpieczna. Zbyt wiele osób chce Ci zrobić krzywdę. Gdybym Ciebie stracił nie wybaczyłbym sobie tego, nie potrafiłbym żyć z myślą że to przeze mnie. Zrozumiem jeżeli mnie teraz znienawidzisz. Wiedz że to wszystko jest dla Twojego bezpieczeństwa.
Kochający ojciec.
Cała zapłakana zgięłam list i położyłam na półce. Skuliłam się i położyłam, KiSeop niepewnie położył się obok mnie i mocno przytulił, zasnęłam. Podczas mojego snu do pokoju wszedł SooHyun:
SooHyun: KiSeop?
KiSeop: To nie tak jak myślisz... Proszę Cię bądź cicho bo ją obudzisz...
SooHyun: Jak to nie tak jak myślę, leżysz z moją niepełno letnią siostrą w łóżku i jeszcze ją przytulasz... Ty mój przyjaciel?...-Szepnął.
KiSeop: Nic nas nie łączy ani nic się nie stało... Po prostu strasznie wyolbrzymiasz...
SooHyun: To jak to wytłumaczysz?- KiSeop sięgnął po list i wręczył go SooHyun'owi.
SooHyun: Co to?
KiSeop: Przeczytaj...- SooHyun przeczytał i oddał list.
SooHyun: Wiedziałem że jest draniem ale nie aż takim... Tym razem Ci daruję... Ale nie chciałbym was znów zobaczyć w takiej sytuacji.
Obudziłam się rano. KiSeop nadal leżał obok i mnie przytulał. Nie planując mojego czynu, mocno się w niego wtuliłam:
KiSeop: Wyspałaś się?- Otworzyłam szeroko oczy *Myślałam że on nadal śpi.*
SooKi: Eeee... Taaak... Chyba tak...
KiSeop: Chyba?
SooKi: Tak właśnie tak.- Odlepiłam się od niego i wstałam.
KiSeop: A jak emocje, trochę opadły?
SooKi: Nie rozmawiajmy o tym, dobrze?- Chwyciłam list, zeszłam na dół, wzięłam zapałki po czym wyszłam na taras i go spaliłam. Patrząc na palącą się kartkę z moich oczu zaczęły spływać pojedyncze łzy. Kiedy ostatni okruch popiołu zleciał na drewnianą belkę wstałam i otarłam łzy. Wieść o liście szybko się rozeszła w domu była ponura atmosfera, usiadłam na kanapie i skuliłam nogi, patrząc w jeden punkt nie wymówiłam ani jednego słowa. Obok mnie usiadł AJ który oparł głowę na moim ramieniu i objął mnie jedną ręką.
SooKi: Czego chcesz?
AJ: Chciałem Cię pocieszyć?
SooKi: Do tej pory tylko mi dokuczałeś, nagle Ci się odmieniło?
AJ: Słyszałem o liście.
SooKi: Super, i co? Teraz każdy z was będzie mnie ciągle przytulał bo mam ojca który jest mordercą i ukrywał to przede mną?
AJ: Nie... Nie chcesz dzisiaj gdzieś wyjść?- Kiwnęłam głową na nie i gwałtownie wstałam
SooKi: Nie! Nie rozumiesz że nie chce żadnego współczucia!? Nie chcę w ogóle o tym rozmawiać! To są moje problemy nie wasze! Nie możecie mnie po prostu z nimi zostawić?!- I znów się zaczęło. Łzy znów lały się strumieniami, pobiegłam na górę do pokoju a za mną SooHyun.
SooHyun: SooKi... Wiem że nie chcesz współczucia ani nic... Ale czy mogę Ci jakoś pomóc?- Podeszłam do niego i mocno się przytuliłam.
SooHyun: Przepraszam Cię że nie przeżywam tego z Tobą ale... Po prostu już wcześniej wiedziałem jaki jest ojciec dlatego też nic do niego nie czułem... Zejdziesz na śniadanie? Powiem chłopakom żeby nic nie mówili na ten temat...
SooKi: Jasne...- Zeszliśmy na dół, podczas śniadania było bardzo cicho ale Hoon w końcu przerwał tę ciszę:
Hoon: SooKi, słyszałem że lubiłaś chodzić do szkoły.
SooKi: Tak, i co?
Hoon: Nie ukończyłaś jej jeszcze, prawda?
SooKi: No ta.
Hoon: SooHyun nie myślisz że powinieneś wysłać SooKi do szkoły?
SooHyun: Przecież wiesz że nie... - Przerwał swoją wypowiedź.
SooHyun: Jeżeli ona tego chce, to czemu nie. Chcesz?
SooKi: Czemu nie?- Nie dokańczając śniadania poszłam do pokoju. W połowie dnia zeszłam na dół, chciałam pogadać z Kiseop'em ale go nie było więc wróciłam i siedziałam do końca dnia na podłodze patrząc w okno. Wieczorem leżąc w łóżku usłyszałam piękną fortepianową muzykę, poszłam w jej stronę. Drzwi od pokoju w którym nigdy nie byłam były uchylone. W rogu stał fortepian na którym ku mojemu zdziwieniu grał KiSeop którego nie było cały dzień w domu. Stanęłam w drzwiach, po kilku sekundach KiSeop się odwrócił:
KiSeop: Dlaczego nie wejdziesz?
SooKi: Emm nie wiem...
KiSeop: Wejdź i siadaj tutaj.- Wskazał na wolne miejsce siedziska od fortepianu. Nieśmiało podeszłam i usiadłam, dłonie złożyłam w koszyczek który ułożyłam na jego ramieniu opierając głowę.
SooKi: Gdzie dzisiaj byłeś?- Zapytałam cicho.
KiSeop: A co, stęskniłaś się?
SooKi: Nawet nie wiesz jak bardzo...- KiSeop przerwał grę i się na mnie spojrzał, chciał coś powiedzieć ale się przed tym cofnął.
SooKi: Coś chciałeś powiedzieć.
KiSeop: Nie, nieważne.
SooKi: Dla mnie ważne, powiedz.
KiSeop: Oberwie mi się od SooHyun jeżeli mu o tym powiesz ale co tam...- KiSeop zbliżył się i czule pocałował, kiedy się odsunął ja siedziałam bez ruchu:
KiSeop: Chcesz mnie uderzyć?
SooKi: Nie...
KiSeop: Serio?
SooKi: Serio...
KiSeop: A co ty na to?- Przysunęłam się i odwzajemniłam pocałunek.
KiSeop: Nikt nie może się o tym dowiedzieć...
SooKi: Potrafisz mnie pocieszyć...
KiSeop: Przepraszam ale SooHyun by mnie zabił gdyby się dowiedział...
SooKi: Jasne... To ja już pójdę... Lepiej żeby nas nikt nie zobaczył, wiesz... Podejrzenia...- Zrobiłam wścibską miną i wyszłam. Zeszłam na dół gdzie był SooHyun który rozmawiał przez komórkę ze starszą kobietą. Rozmowa trwała dość długo ale w końcu doczekałam się jej końca:
SooKi: Co tam... Rozmawiałeś z dziewczyną?- Uśmiechnęłam się.
SooHyun: Ha. Nie, mieszkasz już tutaj ok. trzech tygodni i nigdy nie gadałem z żadną dziewczyną ani nie spotykałem.
SooKi: Inna orientacja?
SooHyun: Widzę że humor Ci powraca.
SooKi: Tak... Siedząc przez ten dzień w pokoju przemyślałam to i owo.
SooHyun: Nie chcesz wiedzieć z kim rozmawiałem?
SooKi: A powinnam? Ech... Niech stracę... Z kim rozmawiałeś?
SooHyun: Z Twoją może przyszłą dyrektorką.
SooKi: Dlaczego może?
SooHyun: Bo to szkoła prywatna, do niej nie przyjmują byle kogo. Jutro będziesz miała rozmowę. Dlatego też trzeba ogarnąć dom...
SooKi: Dom? A nie salon? Ewentualnie miejsce spotkania?
SooHyun: Nie... Jedyne czego nie musimy sprzątać to swoich pokoi. To znaczy, ty swój musisz... Wiesz sprawdzenie warunków do nauki.
SooKi: Tsa...- Odwróciłam się i poszłam na taras. Po kilku minutach dołączył do mnie SooHyun...
SooKi: SooHyun... Opowiedz mi o swoim dzieciństwie.
SooHyun: Na przykład?
SooKi: Nie wiem... To co chcesz...
SooHyun: Jak wiesz rodzice mnie zostawili z dziadkami, uwielbiałem grać w piłkę nożną grałem w nią codziennie. Potem zaczęłam brać udział w konkursach wokalnych przez co uświadomiłem sobie że chce zostać idolem. Kiedy byłem w drugiej klasie dziadek poważnie zachorował... Brakło nam pieniędzy, czasem było tak że nie jadłem przez trzy dni. Rodzice o tym wiedzieli ale ojca to nie ruszało...Nie mieliśmy od niego żadnej pomocy mimo iż mama chciała i próbowała on kontrolował wszystkie listy jakie wysyłała.- SooHyun zaczął kręcić głową w prawą i lewą stronę a po jego poliku zleciało kilka łez.
SooKi: Miałeś kontakt z matką?
SooHyun: Mimo sprzeciwu ojca... Tak... Miałem... Raz nawet do mnie przyleciała, wtedy dowiedziałem się że mam Ciebie. Ona zawsze chciała żebyśmy się poznali.
SooKi: Zaraz... To ty byłeś tym chłopcem z którym mama tak często rozmawiała?
SooHyun: Chyba tak...
SooKi: Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z ojcem?
SooHyun: Rok po ich wyprowadzce odbyła się nasza ostatnia rozmowa... Wtedy przylecieli po resztę rzeczy...- Wstałam i otarłam mu łzy po czym mocno go przytuliłam:
SooKi: SooHyun... Mam coś dla Ciebie...
SooHyun: Co takiego?- Na szyi nosiłam dwa łańcuszki z połówkami serduszka które do siebie pasowały. Ściągnęłam jedną i dałam SooHyun'owi:
SooKi: Weź to...
SooHyun: Dlaczego dajesz to akurat mi? Nie chcesz tego dać komuś innemu?
SooKi: SooHyun... Połówkę którą Ci wręczyłam... Nosiła mama... Zaczęłyśmy to nosić gdy na świecie jeszcze nie było trojaków. Ona na pewno była by szczęśliwa gdyby tylko wiedziała że się poznaliśmy. A za pewne nie miałaby nic przeciwko żebyś nosił tą połówkę.
SooHyun: Oczywiście że będę ją nosić ale... Czy to jest niemęskie?
SooKi: Nic Ci nie grozi... I tak nie jesteś męski...- Pocałowałam go w polik i poszłam spać...
Eli : Jak ty to zrobiłaś?
SooKi: Kiedy SooHyun mnie zobaczył, rzucił się na mnie i mocno przytulił. Ja źle stanęłam i bum.
Eli : Jasne, jest trochę opiekuńczy.
SooKi: Trochę? Serio?
Eli : Trochę bardzo... Ale to dlatego że chce abyś była bezpieczna...
SooKi: Sam mi zrobił krzywdę...- Eli znów wybuchł śmiechem i wyszedł. Po kilku minutach drzwi do pokoju uchyliły się, stanął w nich KiSeop:
KiSeop: Mogę wejść?
SooKi: No... Tak...
KiSeop: Jak tam kostka?
SooKi: Zapytaj się jej...
KiSeop: Wybacz. Ciekawość mnie zżera dlaczego zostałaś wtedy w hotelu?- Wyciągnęłam się do półki przy łóżku i podałam mu kopertę.
SooKi: Ojciec kazał mi to otworzyć dopiero tutaj więc otworzyłam przy dzieciakach, zero tajemnic.
KiSeop: Ten list... Też mam czytać?
SooKi: Jaki list?
KiSeop: No ten.- Wyciągnął zwykłą białą kartkę zgiętą w pół.
SooKi: Nie, daj mi to. Nie widziałam tego...- Spojrzałam się na to trochę podejrzliwie. I zaczęłam czytać.
Droga SooKi
W tym liście przede wszystkim chcę Cię przeprosić i wyjaśnić niektóre sprawy. Zacznę od tego że przypisałem Tobie prawną opiekę nad trojakami. Co do śmierci Twojej matki, to nie była pomyłka, jedyną pomyłką w tej sprawie jest to że to ty powinnaś zginąć a nie ona. Jest to moja wina, teraz pewnie zadajesz sobie pytanie "Jak to?" pozwól że wytłumaczę. Pewnego dnia stało się coś okropnego, zginął młody chłopak, teraz byłby w Twoim wieku, pewnie myślisz "Co jakiś chłopak ma do śmierci Twojej matki?". Otóż to ja go zabiłem i to nie przez przypadek. Ojciec tego chłopaka chciał się zemścić zabijając Ciebie, jak wiesz jesteś bardzo podobna do matki i was pomylił. Często pytałaś na czym polega moja praca, nie potrafię Ci tego wyjaśnić, ale są to brudne interesy. Dlatego też wysłałem Cię do Korei, w Londynie nie byłaś i już nigdy nie będziesz bezpieczna. Zbyt wiele osób chce Ci zrobić krzywdę. Gdybym Ciebie stracił nie wybaczyłbym sobie tego, nie potrafiłbym żyć z myślą że to przeze mnie. Zrozumiem jeżeli mnie teraz znienawidzisz. Wiedz że to wszystko jest dla Twojego bezpieczeństwa.
Kochający ojciec.
Cała zapłakana zgięłam list i położyłam na półce. Skuliłam się i położyłam, KiSeop niepewnie położył się obok mnie i mocno przytulił, zasnęłam. Podczas mojego snu do pokoju wszedł SooHyun:
SooHyun: KiSeop?
KiSeop: To nie tak jak myślisz... Proszę Cię bądź cicho bo ją obudzisz...
SooHyun: Jak to nie tak jak myślę, leżysz z moją niepełno letnią siostrą w łóżku i jeszcze ją przytulasz... Ty mój przyjaciel?...-Szepnął.
KiSeop: Nic nas nie łączy ani nic się nie stało... Po prostu strasznie wyolbrzymiasz...
SooHyun: To jak to wytłumaczysz?- KiSeop sięgnął po list i wręczył go SooHyun'owi.
SooHyun: Co to?
KiSeop: Przeczytaj...- SooHyun przeczytał i oddał list.
SooHyun: Wiedziałem że jest draniem ale nie aż takim... Tym razem Ci daruję... Ale nie chciałbym was znów zobaczyć w takiej sytuacji.
Obudziłam się rano. KiSeop nadal leżał obok i mnie przytulał. Nie planując mojego czynu, mocno się w niego wtuliłam:
KiSeop: Wyspałaś się?- Otworzyłam szeroko oczy *Myślałam że on nadal śpi.*
SooKi: Eeee... Taaak... Chyba tak...
KiSeop: Chyba?
SooKi: Tak właśnie tak.- Odlepiłam się od niego i wstałam.
KiSeop: A jak emocje, trochę opadły?
SooKi: Nie rozmawiajmy o tym, dobrze?- Chwyciłam list, zeszłam na dół, wzięłam zapałki po czym wyszłam na taras i go spaliłam. Patrząc na palącą się kartkę z moich oczu zaczęły spływać pojedyncze łzy. Kiedy ostatni okruch popiołu zleciał na drewnianą belkę wstałam i otarłam łzy. Wieść o liście szybko się rozeszła w domu była ponura atmosfera, usiadłam na kanapie i skuliłam nogi, patrząc w jeden punkt nie wymówiłam ani jednego słowa. Obok mnie usiadł AJ który oparł głowę na moim ramieniu i objął mnie jedną ręką.
SooKi: Czego chcesz?
AJ: Chciałem Cię pocieszyć?
SooKi: Do tej pory tylko mi dokuczałeś, nagle Ci się odmieniło?
AJ: Słyszałem o liście.
SooKi: Super, i co? Teraz każdy z was będzie mnie ciągle przytulał bo mam ojca który jest mordercą i ukrywał to przede mną?
AJ: Nie... Nie chcesz dzisiaj gdzieś wyjść?- Kiwnęłam głową na nie i gwałtownie wstałam
SooKi: Nie! Nie rozumiesz że nie chce żadnego współczucia!? Nie chcę w ogóle o tym rozmawiać! To są moje problemy nie wasze! Nie możecie mnie po prostu z nimi zostawić?!- I znów się zaczęło. Łzy znów lały się strumieniami, pobiegłam na górę do pokoju a za mną SooHyun.
SooHyun: SooKi... Wiem że nie chcesz współczucia ani nic... Ale czy mogę Ci jakoś pomóc?- Podeszłam do niego i mocno się przytuliłam.
SooHyun: Przepraszam Cię że nie przeżywam tego z Tobą ale... Po prostu już wcześniej wiedziałem jaki jest ojciec dlatego też nic do niego nie czułem... Zejdziesz na śniadanie? Powiem chłopakom żeby nic nie mówili na ten temat...
SooKi: Jasne...- Zeszliśmy na dół, podczas śniadania było bardzo cicho ale Hoon w końcu przerwał tę ciszę:
Hoon: SooKi, słyszałem że lubiłaś chodzić do szkoły.
SooKi: Tak, i co?
Hoon: Nie ukończyłaś jej jeszcze, prawda?
SooKi: No ta.
Hoon: SooHyun nie myślisz że powinieneś wysłać SooKi do szkoły?
SooHyun: Przecież wiesz że nie... - Przerwał swoją wypowiedź.
SooHyun: Jeżeli ona tego chce, to czemu nie. Chcesz?
SooKi: Czemu nie?- Nie dokańczając śniadania poszłam do pokoju. W połowie dnia zeszłam na dół, chciałam pogadać z Kiseop'em ale go nie było więc wróciłam i siedziałam do końca dnia na podłodze patrząc w okno. Wieczorem leżąc w łóżku usłyszałam piękną fortepianową muzykę, poszłam w jej stronę. Drzwi od pokoju w którym nigdy nie byłam były uchylone. W rogu stał fortepian na którym ku mojemu zdziwieniu grał KiSeop którego nie było cały dzień w domu. Stanęłam w drzwiach, po kilku sekundach KiSeop się odwrócił:
KiSeop: Dlaczego nie wejdziesz?
SooKi: Emm nie wiem...
KiSeop: Wejdź i siadaj tutaj.- Wskazał na wolne miejsce siedziska od fortepianu. Nieśmiało podeszłam i usiadłam, dłonie złożyłam w koszyczek który ułożyłam na jego ramieniu opierając głowę.
SooKi: Gdzie dzisiaj byłeś?- Zapytałam cicho.
KiSeop: A co, stęskniłaś się?
SooKi: Nawet nie wiesz jak bardzo...- KiSeop przerwał grę i się na mnie spojrzał, chciał coś powiedzieć ale się przed tym cofnął.
SooKi: Coś chciałeś powiedzieć.
KiSeop: Nie, nieważne.
SooKi: Dla mnie ważne, powiedz.
KiSeop: Oberwie mi się od SooHyun jeżeli mu o tym powiesz ale co tam...- KiSeop zbliżył się i czule pocałował, kiedy się odsunął ja siedziałam bez ruchu:
KiSeop: Chcesz mnie uderzyć?
SooKi: Nie...
KiSeop: Serio?
SooKi: Serio...
KiSeop: A co ty na to?- Przysunęłam się i odwzajemniłam pocałunek.
KiSeop: Nikt nie może się o tym dowiedzieć...
SooKi: Potrafisz mnie pocieszyć...
KiSeop: Przepraszam ale SooHyun by mnie zabił gdyby się dowiedział...
SooKi: Jasne... To ja już pójdę... Lepiej żeby nas nikt nie zobaczył, wiesz... Podejrzenia...- Zrobiłam wścibską miną i wyszłam. Zeszłam na dół gdzie był SooHyun który rozmawiał przez komórkę ze starszą kobietą. Rozmowa trwała dość długo ale w końcu doczekałam się jej końca:
SooKi: Co tam... Rozmawiałeś z dziewczyną?- Uśmiechnęłam się.
SooHyun: Ha. Nie, mieszkasz już tutaj ok. trzech tygodni i nigdy nie gadałem z żadną dziewczyną ani nie spotykałem.
SooKi: Inna orientacja?
SooHyun: Widzę że humor Ci powraca.
SooKi: Tak... Siedząc przez ten dzień w pokoju przemyślałam to i owo.
SooHyun: Nie chcesz wiedzieć z kim rozmawiałem?
SooKi: A powinnam? Ech... Niech stracę... Z kim rozmawiałeś?
SooHyun: Z Twoją może przyszłą dyrektorką.
SooKi: Dlaczego może?
SooHyun: Bo to szkoła prywatna, do niej nie przyjmują byle kogo. Jutro będziesz miała rozmowę. Dlatego też trzeba ogarnąć dom...
SooKi: Dom? A nie salon? Ewentualnie miejsce spotkania?
SooHyun: Nie... Jedyne czego nie musimy sprzątać to swoich pokoi. To znaczy, ty swój musisz... Wiesz sprawdzenie warunków do nauki.
SooKi: Tsa...- Odwróciłam się i poszłam na taras. Po kilku minutach dołączył do mnie SooHyun...
SooKi: SooHyun... Opowiedz mi o swoim dzieciństwie.
SooHyun: Na przykład?
SooKi: Nie wiem... To co chcesz...
SooHyun: Jak wiesz rodzice mnie zostawili z dziadkami, uwielbiałem grać w piłkę nożną grałem w nią codziennie. Potem zaczęłam brać udział w konkursach wokalnych przez co uświadomiłem sobie że chce zostać idolem. Kiedy byłem w drugiej klasie dziadek poważnie zachorował... Brakło nam pieniędzy, czasem było tak że nie jadłem przez trzy dni. Rodzice o tym wiedzieli ale ojca to nie ruszało...Nie mieliśmy od niego żadnej pomocy mimo iż mama chciała i próbowała on kontrolował wszystkie listy jakie wysyłała.- SooHyun zaczął kręcić głową w prawą i lewą stronę a po jego poliku zleciało kilka łez.
SooKi: Miałeś kontakt z matką?
SooHyun: Mimo sprzeciwu ojca... Tak... Miałem... Raz nawet do mnie przyleciała, wtedy dowiedziałem się że mam Ciebie. Ona zawsze chciała żebyśmy się poznali.
SooKi: Zaraz... To ty byłeś tym chłopcem z którym mama tak często rozmawiała?
SooHyun: Chyba tak...
SooKi: Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z ojcem?
SooHyun: Rok po ich wyprowadzce odbyła się nasza ostatnia rozmowa... Wtedy przylecieli po resztę rzeczy...- Wstałam i otarłam mu łzy po czym mocno go przytuliłam:
SooKi: SooHyun... Mam coś dla Ciebie...
SooHyun: Co takiego?- Na szyi nosiłam dwa łańcuszki z połówkami serduszka które do siebie pasowały. Ściągnęłam jedną i dałam SooHyun'owi:
SooKi: Weź to...
SooHyun: Dlaczego dajesz to akurat mi? Nie chcesz tego dać komuś innemu?
SooKi: SooHyun... Połówkę którą Ci wręczyłam... Nosiła mama... Zaczęłyśmy to nosić gdy na świecie jeszcze nie było trojaków. Ona na pewno była by szczęśliwa gdyby tylko wiedziała że się poznaliśmy. A za pewne nie miałaby nic przeciwko żebyś nosił tą połówkę.
SooHyun: Oczywiście że będę ją nosić ale... Czy to jest niemęskie?
SooKi: Nic Ci nie grozi... I tak nie jesteś męski...- Pocałowałam go w polik i poszłam spać...