niedziela, 14 lipca 2013

ROZDZIAŁ V

Rano obudziło mnie światło wpadające przez okno które wydawało się zasłonięte, odwróciłam się w drugą stronę i chciałam dalej spać. Na poliku poczułam pocałunek, potem kolejne w dół aż do ramienia:
KiSeop: Wstawaj śpiochu...
SooKi: Nie jestem śpiochem...
KiSeop: Czyżby? Odkąd Ciebie znam nie wstawałaś tak późno...
SooKi: Jak późno?
KiSeop: Jest 12:24.
SooKi: Oj tam... O której przychodzi ta babka?
KiSeop: Słyszałem że po 15:00. Jak wstaniesz to na stoliku masz śniadanie.
SooKi: Miło z Twojej strony.
KiSeop: Staram się.- Złapał mnie za dłonie i posadził.
SooKi: Eeeej... Powiedziałeś że jak wstanę...
KiSeop: No to wstałaś...- Chwyciłam poduszkę i w niego rzuciłam.
KiSeop: Widzisz, też potrafisz być miła.
SooKi: Widzisz, staram się.
KiSeop: Jak coś to będę na dole.- Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Ustawiłam budzik na godzinę 13:00 i chciałam dalej spać ale nie z pełna 10 minut później przyszedł DongHo:
DongHo: Hej, co robisz? Śpisz?
SooKi: Spałabym gdybyś mi tylko dał spać...
DongHo: Nie mogę, jestem tutaj po to żebyś nie spała.
SooKi: Skąd wiedziałeś że "może" śpię?
DongHo: KiSeop powiedział żebym przyszedł bo pewnie nie wstałaś.-Uśmiechnęłam się.
DongHo: SooKi... Nie wydaje Ci się że 5 lat różnicy to trochę dużo?
SooKi: Trochę... A dlaczego pytasz?- Spojrzałam podejrzliwym wzrokiem.
DongHo: Tak jakoś... Będziesz to jadła?
SooKi: Nieee. Zjedz sobie.
DongHo: Dzięki, dlaczego nie wstajesz?
SooKi: Ponieważ jeszcze w miarę jest tutaj porządek... Jak wstanę to nie sądzę że utrzymam ten pokój w tym stanie.
DongHo: Wstawaj, pomogę Ci utrzymać porządek.
SooKi: Jasne, niby w jaki sposób?
DongHo: Będę wszystko po Tobie poprawiał...- Wstałam i zaczęłam zbierać potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Musiałam stracić poczucie czasu i być tam dość długo gdyż jak wróciłam w pokoju było czyściej niż przed moim wstaniem a DongHo siedział na kanapie i jadł gofry które dostałam na śniadanie.
SooKi: Postarałeś się...
DongHo: Dzięki... Należy mi się jakaś nagroda?
SooKi: Co masz na myśli?
DongHo: Nie wiem może mały buziak?- Zaśmiałam się.
SooKi: Wydaje mi się że jesteś dużym chłopcem i takie rzeczy są zbędne.
DongHo: W polik! Proszę!- Zrobił kocie oczka.
SooKi: Jeden, w polik...
DongHo: Tak!- Podeszłam i dałam mu buziaka po czym, wystrzelił jak z torpedy krzycząc że dostał buziaka.
Ponieważ dawno nie dostałam żadnych informacji o stanie  HangHee'go postanowiłam zadzwonić do ciotki.
Odebrała YunHee:
YunHee: Cioci nie ma teraz w domu.- Powiedziała płynnie po Koreańsku.
SooKiYunHee poczekaj, to ja SooKi...
YunHee: SooKi!
SooKi: Gdzie jest ciocia?
YunHee: W szpitalu lekarz chciał z nią porozmawiać i powiedział że to nie rozmowa na komórkę.
SooKi: Od 3 tygodni HangHee leży w szpitalu?
YunHee: Tak... Nie poprawia mu się... Kilka dni temu dostał ataku i teraz będzie musiał mieć operację. Hana, ja muszę kończyć... SangHee mnie woła.- Rozłączyła się a do pokoju wszedł KiSeop:
KiSeop: Pocałowałaś go?!
SooKi: Dałam mu buziaka w polik...
KiSeop: Aaaa... Ok. Dlaczego?
SooKi: Posprzątał mi w pokoju...
KiSeop: A gdybym ja pocałował jakąś dziewczynę w polik?
SooKi: Nie miałbyś czym walić...
KiSeop: Zmieńmy temat...
SooKiYunHee powiedziała po Koreański że cioci nie ma w domu...
KiSeop: To chyba dobrze że robi postępy.- Podszedł i zaczął się przytulać.
SooKi: A jak ktoś wejdzie?
KiSeop: To zamknij drzwi.
SooKi: A jak będą prosili żeby otworzyć? A ty będziesz...
KiSeop: Powiedz że nie chcesz a nie wymyślasz...- Pocałowałam go i poszłam zamknąć drzwi, KiSeop chwycił kluczyk i rzucił na półkę po czym zaczął być bardzo czuły i delikatny, nie przestając całować dążył do łóżka:
SooKiKiSeop... Ty chyba nie chcesz ze mną...
KiSeop: Oczywiście że nie. - Uśmiechnął się słodko.
SooHyun: Hana? Coś się stało?- Zerwaliśmy się i ogarnęliśmy, KiSeop schował się do łazienki.
SooHyun: Czemu się zamknęłaś?
SooKi: Bo... Bo się przebierałam... - Podeszłam i otworzyłam drzwi 
SooHyun: A dlaczego otworzenie zajęło Ci tyle czasu?
SooKi: Co ja na przesłuchaniu jestem?
SooHyun: No... Nieee.
SooKi: Co chciałeś?
SooHyun: Dyrektorka dzwoniła czy spotkanie nadal aktualne i za kilka minut będzie.
SooKi: Okay...
SooHyun: Widziałaś KiSeop'a? Chłopaki go szukają...
SooKi: Nieee...
SooHyun: Heej co ty taka spięta?- Klepnął mnie w ramię i spojrzał na kanapie. Leżała tam bluza KiSeop'a.
SooHyun: Co tutaj robi...
SooKi: Leży, rozmawialiśmy usiadł i zostawił bluzę...
SooHyun: Okay... Jak będziesz już gotowa to... Zejdź na dół...
SooKi: Okay...- Wyszedł z pokoju.
KiSeop: Poszedł?
SooKi: Tsssaaa...- Zaczęłam się śmiać...
KiSeop: Gdzie mogłem być?
SooKi: W ogródku? Nwm wymyśl coś.- Cmoknęłam go i wyszłam. Kiedy przyjechała dyrektorka, myślałam że z nerwów puszczę pawia. SooHyun otworzył jej drzwi, kobieta była w podeszłym wieku. Wyglądała na miłą i dowcipną, uśmiech nie schodził jej z twarzy:
SooHyun/SooKi: Dzień dobry.
Dyrektorka: Dobry, dobry. To ty jesteś SooKi?
SooKi: Tak, to ja.
Dyrektorka: Więc... Chciałabym pogadać z Tobą na osobności, Twój brat przedstawił mi już trochę Twoją sytuację ale jednak chciałabym to usłyszeć z Twoich ust. Chcę zobaczyć jakie masz do tego podejście.
SooKi: Rozumiem...- Spojrzałam na SooHyun.
SooHyun: Salon jest wolny.- Uśmiechnął się i poszedł do pokoju. Ja zaprowadziłam dyrektorkę do salonu i poszłam zrobić jej coś do picia. Moje dłonie nerwowo zaciskały się w pięści, niespodziewanie od tyłu przytulił mnie KiSeop.
KiSeop: Spokojnie... Wszystko będzie dobrze.- Uśmiechnął się i ucałował w polik, odwróciłam się i mocno w niego wtuliłam. Do kuchni wszedł Kevin.
Kevin: Nie przeszkadzam wam?
KiSeop: Nie?- Szybko odeszłam od KiSeop'a po czym dokończyłam moją poprzednią czynność. Wróciłam do salonu.
Dyrektorka: Więc widzę że nie mieszkasz tylko z bratem.
SooKi: Tak, mieszkają tu jego przyjaciele...
Dyrektorka: Ilu?
SooKi: Sześciu.
Dyrektorka: Czyli jesteś jedyną kobietą w tym domu?
SooKi: Tak...
Dyrektorka: Yhym... Mogłabyś mi przedstawić bliżej Twoją historię?
SooKi: Mogłabym ale wydaje mi się że brat powiedział to co najważniejsze...
Dyrektorka: Nie, powiedział mi to co byłabyś w stanie powiedzieć ty...
SooKi: Czyli nic dodać nic ująć...
Dyrektorka: SooKi... Proszę Cię...- Głośno westchnęłam, na ramieniu poczułam czyjąś dłoń, gdy się odwróciłam nikogo nie było.
SooKi: Więc... Co dokładnie mam powiedzieć?
Dyrektorka: Od czego się zaczęło Twoje cierpienie do teraz.
SooKi: Gdy miałam 14 lat matka została postrzelona na moich oczach, od tamtej pory ojciec był bezuczuciowy, nie zajmował się ani mną ani moim rodzeństwem które miało wtedy 2 lata. Nie  pozwalał mi na nic, nawet nie raczył powiedzieć że mam brata którym jest SooHyun. Teraz pozbył się mnie i rodzeństwa więc może wieść spokojne życie wraz z kobietami do towarzystwa.
Dyrektorka: To tyle, nic więcej?
SooKi: Powiedziałam pani w skrócie ponieważ nie będę ujawniała spraw rodzinnych.
Dyrektorka: Rozumiem. A masz tutaj może jakieś świadectwo?
SooKi: Nie, wszystko zostało w Londynie.
Dyrektorka: A jakaś możliwość przetransportowania go tutaj?
SooKi: Nikła, ojciec zabronił chodzenia do szkoły i tym podobnych.- Rozmowa była dość długa, dostałam się do szkoły z czego się cieszyłam ale z drugiej strony miałam ochotę wybuchnąć płaczem ponieważ pytanie z początku znów rozbudziło moje uczucia. Kiedy wyszła SooHyun chciał pogadać ale ja łamiącym głosem odpowiedziałam "później" i pobiegłam na górę. Wchodząc do pokoju zaczęłam płakać i krzyczeć zwalając wszystko z półek, trochę to trwało. Gdy moje emocje zaczęły stopniowo opadać skulona usiadłam na podłogę szlochając. Poczułam że ktoś gładzi moją głowę, podniosłam wzrok ale tam nikogo nie było, przerażona wstałam i zaczęłam się rozglądać. Do pokoju wszedł KiSeop.
KiSeop: Coś się stało?
SooKi: Dyrektorka prosiła abym opowiedziała jej całą historię co obudziło stare uczucia...- Znów wybuchłam płaczem . KiSeop podszedł bliżej i mocno mnie przytulił.